środa, 20 stycznia 2016

Rzuć okiem #21 - And Then There Were None

Rzuć okiem to cykl, w którym będę przedstawiał mniej popularne seriale i prezentował je szerszej publiczności, a może ktoś po przeczytaniu się skusi i obejrzy.
Jest to mój subiektywny wybór, a kryterium jakim się kierowałem to satysfakcja z obejrzenia danego tytułu, więc nie będzie tutaj tylko i wyłącznie wybitnych i ambitnych produkcji, ale i również obrazy czysto rozrywkowe. Jeżeli ten opis Ci odpowiada to zapraszam do zapoznania się z bohaterem tego odcinka...


And Then There Were None

Jest rok 1939 i Europa balansuje na krawędzi wojny. Dziesięć nieznajomych sobie osób zostaje zaproszonych na wyspę Soldier, w południowej Anglii. Odcięci od lądu, korzystają z hojności gospodarzy Pan i Pani UN Owen. Ponieważ nagle zaczynają umierać jeden po drugim, uświadomili sobie, że jeden z nich jest mordercą. Od teraz każdy zaczyna się bać i obwiniać innych. Kto jest tajemniczym mordercą?





Książki Agathy Christie na podstawie, której serial powstał nie czytałem, więc nie mam punktu odniesienia i nie wiem czy zmieniono coś w ekranizacji względem pierwowzoru, ale nie umniejsza to satysfakcji płynącej z seansu tego serialu.
Trzyodcinkowy miniserial od BBC One to soczysty kryminał, w którym najważniejsze jest jedno pytanie: kto zabił?
Gwiazdorska obsada to kolejny plus produkcji, ponieważ znane nazwiska gwarantują wyśmienite aktorstwo.

niedziela, 20 grudnia 2015

FANtastyczne Inicjatywy #16 - Bardzo specjalne święta Lobo


Przypomnę FANtastyczne Inicjatywy to cykl, w którym prezentuję produkcje fanowskie. Krótkie lub niekoniecznie produkcje zainspirowane serialami, grami, komiksami lub filmami, które z założenia są tworami non-profit i tworzone z pasji. Jednym zdaniem są to produkcje tworzone od fanów dla fanów. Czasami bardziej profesjonalne, a innym razem całkowicie amatorskie, ale zawsze mające w sobie to coś co mnie zaintryguje i zwróci moją uwagę.
Jako, że mamy okres świąteczny w tej odsłonie będzie fanfilm, który swoją tematyką nawiązuje do Bożego Narodzenia, choć trudno w nim doszukiwać się w nim radosnej i rodzinnej atmosfery.

The Lobo Paramilitary Christmas Special 

Fanfilm z 2002 roku na podstawie komiksu pod tym samym tytułem.
Zajączek Wielkanocny ma dość bycia tą drugą świąteczną personifikacją i zleca Lobo zabicie Świętego Mikołaja. Jako, że Ostatni Czarnianin za młodu nie był zbyt grzeczny przyjmuje zlecenie. Niestety nie wszystko idzie zgodnie z planem.

Lobo to jeden z największych antybohaterów z kart komiksów, nie tylko ze stajni DC Comics, ale z całego komiksowego uniwersum. Jeżeli nie największy to na pewno jeden z najbardziej znanych. Co prawda postać tę znam głównie z animacji. Komiksów z tą postacią nie dane mi było przeczytać. Dla fanów Ważniaka pozycja obowiązkowa.


Półamatorska produkcja mająca już trzynaście lat, która w znacznej części została sfinansowana przez fanów, którzy wspomogli twórców jak tylko dowiedzieli się, że film powstaje. Krótkometrażówka przywodzi na myśl złotą erę filmów VHS, niestety nie przeszedł próby czasu i widocznie się zestarzał. Cała otoczka i klimat produkcji niektórych może irytować innym z nostalgią przypomną się klasyki kina klasy B lub nawet C :) Jeżeli ktoś nie lubi takich produkcji to nie ma co na siłę oglądać, ale jeżeli ktoś z nostalgią wspomina tamte czasy i lubi czasami wracać do takich produkcji to i The Lobo Paramilitary Christmas Specialnie powinien sprawić mu zawodu.

sobota, 12 grudnia 2015

Marvel's Jessica Jones - nibyrecenzja

Jestem na świeżo po finale. Deredevil wysoko ustawił poprzeczkę, ale Jessica Jones nawet nie próbowała jej przeskoczyć, bo to dwa różne seriale. Mimo, że akcja osadzona jest w tym samym mieście, w tej samej dzielnicy nawet i mimo, że pojawiają się znane postaci to klimatycznie zupełnie od siebie odbiegają. Łączy je oderwanie od MCU, w sensie stylistyki i próba urealnienia wszystkiego. O ile filmy są bardziej fantastyczne i bajkowe to Jessica Jones opowiada o wydarzeniach i postaciach jakby rzeczywiście mogły istnieć.

Sama historia jest przedstawiana powoli, a akcja raczej nie rwie do przodu, nierzadko zbacza na niepotrzebne rejony przez co główny wątek traci na wartości. Niby jest to historia o zemście o poszukiwaniu w sobie człowieczeństwa i heroizmu, ale tak naprawdę to historia o wypaczonej próbie poszukiwania miłości i akceptacji. A przynajmniej tak to interpretuję. 
Starano się kłaść nacisk na klimat i wyszło połowicznie, bo niestety historia jest przeciągana. Ta gra w kotka i myszkę spokojnie zmieściła by się w dziesięciu odcinkach.

Nie ma tutaj superhero. Jest uwspółcześniona historia Chandlerowskiego kobiecego Marlowa - tylko Jessica jest ładniejsza (mimo nieoczywistej urody Krysten Ritter) - która posiada super siłę i mroczną przeszłość z szajbniętym kontrolującym umysły brytolem. Ich relacja została dobrze przedstawiona, ich motywacje są jasne i klarowne. Ale ich postępowanie nie zawsze jest konsekwentne.

niedziela, 29 listopada 2015

Serialowy sezon 2015/2016 cz.2 - Powroty

Sezon serialowy zaczął się na dobre. Wszystkie produkcje mają za sobą już parę odcinków. W poprzednim wpisie przedstawiłem nowości. A jak wypadają produkcje powracające? Poniżej postaram się odpowiedzieć na to pytanie. Z góry zaznaczam, że nie są to wszystkie produkcje, które są emitowane, tylko te które oglądam i miałem już okazję obejrzeć kilka odcinków.

Kolejność zupełnie przypadkowa. Uwaga na potencjalne spoilery!

Castle (sezon 8)

Po obejrzeniu kilku początkowych epizodów serialu trudno uwierzyć, że to już ósmy sezon.
Końcówka siódmego sezonu to jeden z najlepszych finałów w historii serialu, a premiera ósmego to jeden z lepszych epizodów jakie zaliczyła produkcja.
Zaczyna się dość spokojnie, ale to tylko pozory, bo już po kilku minutach akcja przyspiesza. Jest dynamicznie i cholernie interesująco. Odcinek naprawdę wciąga, ale z drugiej strony też za dużo tutaj pytań bez odpowiedzi. Serial zdążył nas już przyzwyczaić, że dwuodcinkowe historie są zazwyczaj jednymi z lepszych odcinków w sezonie, ale XY jest tutaj w ścisłej czołówce. Ta dwuodcinkowa historia jest podwaliną pod główny wątek sezonu, jest również pretekstem, aby oddalić od siebie Ricka i Beckett. Z jednej strony jest to umotywowane tym, że Kate nie chce narażać męża na niebezpieczeństwo, choć wielokrotnie mięliśmy okazję widzieć, że potrafi o siebie zadbać. Jest to rozłąka trochę jakby na siłę, bo równie dobrze wtajemniczony Castle mógłby pomóc.

Kolejne odcinki wcale nie są gorsze. 
Nasz bezczelnie-przystojny pisarz zakłada firmę detektywistyczną i jako PI zajmuje się zleceniami, które jakimś dziwnym trafem, zawsze wiążą się ze sprawami policji  i drogi Ricka oraz Espo i Ryana często się przecinają, co nieraz daje się we znaki naszej dwójce detektywów.
Jak napisałem wcześniej nie czuć, że to już ósmy sezon. Zmiana showrunnera musiała wpłynąć pozytywnie na produkcję,która jak na procedural z takim stażem prezentuje się całkiem dobrze. Małe przetasowania w obsadzie, kilka ciekawych gościnnych występów też wpłynęło pozytywnie na poziom produkcji.
Jest wszystko za co lubię ten serial. Ciekawe historie, trochę akcji, humor i cięte dialogi.
Oby tak dalej.

Więcej o serialu:



sobota, 28 listopada 2015

The Expanse - wrażenia po pilocie


Dwieście lat w przyszłość, kiedy ludzkość skolonizowała już cały System Słoneczny, detektyw Miller urodzony w Pasie asteroid dostaje zadanie odnalezienia zaginionej dziewczyny Julie Mao.
James Holden były pierwszy oficer na fregacie wydobywającej lód, zostaje uwikłany w incydent, który pogarsza napięte stosunki między trzema frakcjami: Ziemi, Marsa i Pasa.
Wkrótce obaj się dowiadują, że zaginiona dziewczyna jest związana ze spiskiem na ogromną skalę.


Tak na gorąco po obejrzeniu pilota pierwsze co muszę napisać to - w końcu space opera z prawdziwego zdarzenia!
Co prawda akcja skacze ze stacji kosmicznej, na Ziemię, na pokład lodowej fregaty i jeszcze w parę innych miejsc, ale ogólnie jest kosmos. Są statki kosmiczne i jest kosmos! Co prawda Dark Matter i Killjoys to też space opery,ale nie na taką skalę jak The Expanse, bo widać,że nowy serial SyFy będzie miał dużo większy rozmach.

niedziela, 18 października 2015

Serialowy sezon 2015/2016 cz.1 - Nowości

Sezon serialowy zaczął się na dobre. Część produkcji ma za sobą już kilka odcinków, pozostałe w najbliższym czasie albo powrócą do ramówki z kolejnym sezonem albo niedługo zadebiutują na antenie.
Jak wypadają te, które zadebiutowały w tym roku? Te które mnie zainteresowały obejrzałem. Niektóre mi się spodobały inne nie za bardzo. Swoje wrażenia przedstawiam poniżej.

Minority Report  

Produkcja o której od początku było dość głośno zważywszy na fakt, że to kontynuacja kinowego hitu o tym samym tytule, która nie miała lekko ponieważ musiała sprostać wysokim oczekiwaniom widowni. Nie wiadomo czy wcześniejszy wyciek pilota przyczynił się do tego, że serial już po od początku był krytykowany co przełożyło się na oglądalność dużo poniżej oczekiwań, a kolejne odcinki tylko przypieczętowały los Minority Report. Rezultat jest taki, że to pierwszy nowy tytuł, który został skasowany. Co prawda nie wyleciał z ramówki, bo FOX postanowił wyemitować pozostałe odcinki, ale zamiast na trzynastu serial skończy się na dziesięciu odcinkach.
Obejrzałem tylko pilota, ale to wystarczyło abym wyrobił sobie zdanie.  Nie był on tragiczny, był po prostu do bólu przewidywalny i schematyczny. Zaprezentowana historia nie potrafiła mnie zaintrygować na tyle bym co tydzień wracał właśnie do tego tytułu, kiedy czas ograniczony, a konkurencja przedstawia się zdecydowanie lepiej. 
Para głównych bohaterów nie wzbudza żadnych emocji, ale chociaż na Meagan Good jest przy najmniej miło popatrzeć, bo o grze aktorskiej  za dużo powiedzieć nie można. Jeszcze gorzej wypada postać Dasha, w którego wciela się Stark Sands, odludek przed dłuższy czas izolowany od społeczeństwa, przez co w relacjach z ludźmi sobie nie radzi. Niestety w jego przypadku jest to dość irytujące i karykaturalne, aktor nie potrafi wykrzesać z siebie nic co mogło by wzbudzić sympatię do postaci nie mówiąc już choćby o politowaniu. A tak jest on nam całkowicie obojętny.
Postaci drugoplanowe są tak papierowe i jednowymiarowe jak jest tylko możliwe. Znane klisze, które są bezbarwne i bez żadnego wyrazu, wiem, że pilot powinien skupiać się przede wszystkim na postaciach pierwszoplanowych, ale przedstawienie tła też wpływa na ogólny odbiór serialu. 
Jedyne za co można pochwalić Minority Report to efekty specjalne, które jak na standardy telewizyjne robią dobre wrażenie. Ale niestety to za mało.


Więcej o serialu: