niedziela, 31 sierpnia 2014

Opowiadanie: Jaki ojciec taki syn

Opowiadanie to duża przesada w odniesieniu do tego tekstu, najodpowiedniejszym terminem wydaje mi się short. Do pisania aż tak krótkich form zainspirował mnie Gaiman w jednym ze zbiorów opowiadań zamieścił właśnie shorta, do 100 słów, którego to napisał na konkurs już nie pamiętam jaki, nieważne, ale najlepsze jest to że w tedy w końcu zabrałem się za pisanie po nie wiem jak długiej przerwie.

Jaki ojciec taki syn

Eryk zawsze chciał być taki jak ojciec.
Od małego towarzyszył mu w obowiązkach. Kiedy tata musiał iść do pracy Eryk był przy jego boku.
Kiedy ojciec stał na podeście, mały patrzył jak zgromadzeni ludzie wpatrywali się z dziką fascynacją w tego potężnego mężczyznę.
Ale potem ojciec zachorował i zmarł, Eryk zastąpił go.
I przyszedł ten dzień wyczekiwany od dawna, do którego tak ciężko się przygotowywał.
Stanął na podeście i patrzył na zgromadzony tłum. To był najszczęśliwszy dzień w jego życiu.
Zważył topór w rękach, spojrzał na skazańca i zamachnął się wytrenowanym ruchem.


Wszelkie komentarze i uwagi mile widziane.

środa, 27 sierpnia 2014

Rzuć okiem #6 - Dates

Rzuć okiem to cykl, w którym będę przedstawiał mniej popularne seriale i prezentował je szerszej publiczności, a może ktoś po przeczytaniu się skusi i obejrzy.
Jest to mój subiektywny wybór, a kryterium jakim się kierowałem to satysfakcja z obejrzenia danego tytułu, więc nie będzie tutaj tylko i wyłącznie wybitnych i ambitnych produkcji, ale i również obrazy czysto rozrywkowe. Jeżeli ten opis Ci odpowiada to zapraszam do zapoznania się z bohaterem tego odcinka...


Dates

Serial od twórcy Skins, dowcipny, pełen namiętności i emocjonujący dramat o skomplikowanych i zabawnych sposobach jak obcy ludzie zachowują się na randkach w ich dążeniu do znalezienia miłości.
Wśród wyznań, kłamstw, udawania, kryzysów zaufania Dates to serial intymny i dramat dwóch (może czasami trzech) osób które są na randce oraz ich historie, które zaczynają się przeplatać i tworzyć wspólna historię.



Chyba nie specjalnie kogoś trzeba zachęcać do obejrzenia zwłaszcza jeśli ktoś oglądał Skins.
Jeden sezon to dziewięć odcinków po dwadzieścia parę minut każdy, więc ogląda się naprawdę szybko. Historie wydają się  opowiadać w każdym odcinku o innej parze jednak okazuje się, że w pewien sposób są ze sobą powiązane.  W rzeczywistości mamy tutaj opowieść o kilku szczególnych postaciach. Sama fabuła kolejnych odcinków też jest interesująca i nie nudzi, ponieważ twórcy postanowili nas uraczyć nietypowymi zwrotami akcji. 


Sama formuła pierwszych spotkań daje nam tutaj obraz kilku kobiet i mężczyzn oraz możliwość wgłębienia się w psychikę kilku archetypów jakie można spotkać na pierwszej randce z nieznajomym. Zostało to wyolbrzymione i podkolorowane, ale w taki sposób, ze nie mamy poczucie przesady. Z drugiej strony "zwykłe" randki mogły by być za nudne na serial.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Dwunasty Doktor wylądował...

Po bardzo długim oczekiwaniu. I jak się okazuję jego lądowanie obejrzało około 6,8 mln widzów przed telewizorami w Wielkiej Brytanii. Było to najchętniej oglądane otwarcie nowego sezonu od 2010 roku, kiedy to na ekrany zawitał Dziesiąty Doktor, w którego wcielał się David Tennat, więc Peter Capaldi wzbudził większą ciekawość i zainteresowanie niż odcinek inaugurujący występ Matta Smitha.

Premiera ósmego sezonu pod tytułem Deep Breath, do której scenariusz napisał Steven Moffat trwała nieco dłużej, bo 80 minut, więc długością bliżej jest do odcinków specjalnych niż regularnych odcinków serialu. Ma to fanom zrekompensować mniejszą niż pierwotnie podawano liczbę odcinków.

Jak mogliśmy się przekonać w trailerze w premierowym odcinku ósmego sezonu Dwunasty Doktor wraz z Clarą zawitają do wiktoriańskiego Londynu, gdzie przyjdzie im stawić czoło tyranozaurusowi i spotkają trójkę strych znajomych.

A jak Peter Capaldi wypada jako nowy Doktor? O tym wkrótce.

Więcej o serialu:

piątek, 15 sierpnia 2014

Rzuć okiem #5 - 10:10

Rzuć okiem to cykl, w którym będę przedstawiał mniej popularne seriale i prezentował je szerszej publiczności, a może ktoś po przeczytaniu się skusi i obejrzy.
Jest to mój subiektywny wybór, a kryterium jakim się kierowałem to satysfakcja z obejrzenia danego tytułu, więc nie będzie tutaj tylko i wyłącznie wybitnych i ambitnych produkcji, ale i również obrazy czysto rozrywkowe. Jeżeli ten opis Ci odpowiada to zapraszam do zapoznania się z bohaterem tego odcinka...


10:10

Spokojna noc prostej rodziny zostaje przerwana przez trzech zdesperowanych, bezwzględnych opryszków, którzy uciekają po nieudanej kradzieży. Rodzina staje się zakładnikiem trzech bandytów, którzy chcą przeczekać do momentu kiedy będą mogli uciec. Niestety emocje biorą górę i sytuacja wymyka się spod kontroli.

Ciekawy pięcioodcinkowy serial internetowy. Reżyserem, scenarzystą i producentem jest Gbenga Salu nigeryjski twórca.
Szybko się ogląda, najdłuższy epizod ma cos ponad 6 minut, a jest ich ledwie pięć. Sama sceneria, a przede wszystkim atmosfera jest specyficzna. Przyznaję pierwszy raz oglądam afrykańską produkcję, w tym przypadku miniserial internetowy, ale jak dla mnie to niezły początek.
Samo wykonanie nie budzi zastrzeżeń, historia sztampowa można powiedzieć, ale ciekawie się ogląda, a sama końcówka może trochę zaskoczyć. Można by się przyczepić trochę do gry aktorskiej, akcentu czy wymowy aktorów, ale jak na webseries i tak jest dobrze.
Ta afrykańska otoczka jest dla mnie największym plusem produkcji.
Wszystkie pięć odcinków można obejrzeć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=KgKZY3V ... CbHOaBl2-P


Więcej o serialu:



czwartek, 14 sierpnia 2014

Opowiadanie: Jeszcze niezatyułowane

Prezentowałem już wcześniej swoją twórczość, ale były to krótkie formy. Teraz chciałbym zaprezentować coś dłuższego. W zamyśle miało być to dłuższe opowiadanie,ale od jakiegoś czasu czeka na dysku na lepsze czasy i na ciąg dalszy historii. Tak, nie jest ukończone, a właściwie to dopiero początek. Może uwagi i komentarze zmotywują mnie do dalszego pisania :)
Zapraszam zatem do lektury.


W zaszły wtorek umarłem po raz czwarty.
Umarłem od kuli…Nie chciałem umierać, ale nikt mnie o zdanie nie pytał.
W poprzednich przypadkach była to już moja własna decyzja. To znaczy – dokładniej – decyzje: przedawkowanie leków nasennych, później porażenie prądem, ostatnio utonięcie… parszywa śmierć. Nie wiem dlaczego jest aż tak wielu samobójców rzucających się z mostów, przecież łatwiej strzelić sobie w łeb.
Życie mam nie do pozazdroszczenia, choć nie całkiem z własnej winy. Nie miałem po co żyć, nie miałem nikogo dla kogo mógłbym. Ale pewnego popołudnia moje życie się zmieniło…
Przygotowywałem właśnie jakąś przekąskę w kuchni, gdy do mieszkania wtargnęli odziani na czarno osobnicy wyglądający na antyterrorystów czy inne jednostki specjalne, zobaczyłem jakiś dym, celowniki laserowe kreśliły w nim sieć światła. Stałem oszołomiony nie wiedząc co robić. Po kilku uderzeniach serca, które mało mi z piersi nie wyskoczyło, do kuchni wtargnęli dwaj osobnicy, przewrócili mnie. Dostałem czymś w głowę. Straciłem przytomność.
Było to jakieś siedem miesięcy temu, może więcej. 

Obudziłem się w białym pokoju bez okien i co dziwniejsze bez drzwi albo ich nie zauważyłem. Siedziałem na metalowym, nieprzyjemnie zimnym krześle ze skrępowanymi nadgarstkami i nogami w kostkach, w samej bieliźnie… i skarpetkach. Mieli skurczybyki poczucie humoru, to trzeba im było przyznać.
Szarpnąłem lewą ręką, nie po to żeby się uwolnić – musieliby być idiotami jeżeli by mi na to pozwolili swoją niekompetencją – ale raczej po to żeby się rozgrzać choć trochę, zimno przenikało do szpiku. Dostałem dreszczy. Musieli mieć niezły ubaw obserwując mnie szamoczącego się, ale nie obchodziło mnie to. Nie miałem także wątpliwości, że w pokoju jest ukryta kamera.
Rozejrzałem się dokładniej, ale nic nie wypatrzyłem, przynajmniej nic wartego uwagi. Wyglądało to jak izolatka w psychiatryku, tylko bez poduszek na ścianach i podłodze. Siedziałem tak chyba kilkanaście minut, wodząc wzrokiem z prawa na lewo bez żadnego celu. Usłyszałem jakiś hałas za sobą, dźwięk przypominający otwieranie lodówki, takiej z mocnymi magnesami.
Ktoś wszedł do pokoju, w milczeniu. Nie wiem ile tak za mną stał, wydawało mi się, że dobre dziesięć minut.
- Hej – Odezwałem się w końcu. – Pokaż się i mów kim jesteś, skurczybyku. Czego ode mnie chcecie?
Cisza. Ktokolwiek za mną stał postanowił się trochę poznęcać psychicznie.
- Gdzie jestem? Co to za miejsce? I kim wy, do chuja, jesteście?

Nibyrecenzja: Wyznania łgarza

Jack Isidore kolekcjonuje różne nikomu niepotrzebne duperele, w których tylko on potrafi odnaleźć jakąś wartość. Zbiera wycinki z magazynów pseudo naukowych, a na dodatek wierzy bezgranicznie w to co jest tam napisane. Z trudem potrafi znaleźć pracę by mieć za co żyć. Nie potrafi odnaleźć się w otaczającej go rzeczywistości do tego stopnia, że jego siostra z mężem postanawiają zabrać go na wieś do ich wspaniałego domu.
Na pierwszy rzut oka idealne małomiasteczkowe życie na kalifornijskiej prowincji lat pięćdziesiątych okazuje się, w oczach Jacka bardzo groteskowe. A jego siostra Fay i jej mąż, na pozór nie wyróżniający się niczym szczególnym w głębi duszy nękani obsesjami, okazują się równie odcięci od świata co Jack. Jego życie składa się z codziennej rutyny, która jest mu bardzo na rękę. Ale jego spokój burzy przybycie do miasteczka młodego małżeństwa Gwen i Nata Antilów. Od ich przybycia życie całej trójki Jacka, Fay i Nata Antila zmienia się diametralnie.


Wyznania łgarza to ostatnia z najlepszych książek Philipa K. Dicka. Jest nietypowa jak na jego twórczość, a jednocześnie widać w tej powieści jego piętno. Nigdy nie spotkałem się u tego autora z tak drobiazgowym przedstawieniem psychiki bohaterów, ani tak ciekawym przedstawieniem wzajemnych zależności. Tu każda postać i jej zachowanie jest jednocześnie tłem do pokazania i uzewnętrznienia cech innej postaci. Mamy tu barwna galerię osobowości, których dla uogólnienia można nazwać schizofrenikami, jednak nie oddaje to do końca ich stanu umysłu. Każda postać ma pewien pogląd o innych, który ewoluuje wraz z rozwojem wydarzeń i na końcu może wydawać się skrajnie odmienny od początkowego.
W książce nawet najbardziej błaha zdawać by się mogło sytuacja bez znaczenia jest pretekstem do pokazania najbardziej intymnych cech charakteru postaci. Obsesje i namiętności bohaterów Wyznań łgarza stają się tak oczywiste, że nie można im zaprzeczyć co staje się przyczyną konfliktów, które nasilając się mogą prowadzić do tragedii.

Ciekawe są wątki Jacka we wzajemnych relacjach z siostrą oraz Fay i Nata Antila, który można też zaobserwować w książce Możemy cię zbudować, jednak tam jest on dużo uboższy.
Moim zdaniem warto uważnie śledzić losy Jacka Isidora i jak się zmienia. Ze stadium "małego chłopca" przechodzi do stanu może nie tak innego, ale na pewno mniej schizefrenioidalnego. Zmienia się jego sposób patrzenia na świat i na otaczających go ludzi. Większość - mam nadzieję - odnajdzie w sobie cząstkę Jacka i będzie potrafiła spojrzeć na nią z dystansem by móc później przeanalizować swoje zachowanie i wyciągnąć z niego wnioski. Czy chcemy to wyeliminować czy akceptować jak to zrobił Jack. Wszak w dzisiejszym świecie nie ma ludzi normalnych, każdy jest schizofrenikiem - mniej lub bardziej.

Książka jak najbardziej godna polecenia dla każdego, nie tylko dla fanów Philipa K. Dicka. Na zakończenie cytat, który można odnaleźć na okładce: "Twórczość zbyt zwariowana by ją zaakceptować, lecz zbyt niepokojąca aby zapomnieć". Nic dodać, nic ująć.