Dla przypomnienia krótki opis:Sydney Bristow z pozoru wydaje się normalną studentką. Inteligentna, atrakcyjna dziewczyna, która jak się okazuje parę lat wstecz została zwerbowana do tajnej jednostki CIA o nazwie SD-6. Kiedy jej chłopak się jej oświadcza postanawia wyjawić mu czym naprawdę się zajmuje, co przynosi katastrofalne skutki, ponieważ szef SD-6 Arvin Sloane wydaje rozkaz zabicia narzeczonego Sydney, kiedy dowiedział się, że ta wyjawiła mu prawdę.
Zostaje uświadomiona, że SD-6 to tak naprawdę część przestępczej organizacji o nazwie Alliance of 12, która chce zdobyć władzę nad światem.
Teraz dziewczyna jest podwójną agentką pracują dla prawdziwego CIA chce zniszczyć SD-6 i zemścić się za śmierć narzeczonego.
Trzeba przyznać na samym początku, że serial wybitny nie jest i miejscami bardzo upraszcza pewne kwestie, ale to może takie czasy w tedy były. Nasza twarda agentka, nie jest do końca taka twarda, bo średnio co drugi odcinek emocje biorą nad nią górę i nie raz i nie dwa płacze jak nie-agentka. Trochę mi się to kłóci z obrazem zimnego szpiega, zabójcy, który potrafi oszukać wyrafinowany wykrywacz kłamstw, a nie potrafi zapanować nad swoimi emocjami. Ale z czasem już się przyzwyczaiłem. Z drugiej strony to pokazuje, że jednak jest tylko kobietą przez co łatwiej ja polubić. No bo trzeba przyznać Sydney wzbudza sympatię.
Sama Jennifer Garner świetnie odnajduje się w tej roli. Choć był to dopiero początek jej wielkiej kariery to jej kreacja wyryła się w historii telewizji. Nie jest tak rozpoznawalna jak doktor House czy Walter White, ale każdy fan seriali na pewno ja kojarzy.