Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 września 2017

Wojna między wampirami i Lykanami przeniesie się na mały ekran. Underworld w telewizji

Jak donosi Deadline Len Wiseman twórca franczyzy Underworld chce przenieść serię do telewizji. Będzie on producentem wykonawczym wspólnie z Tomem Rosenbergiem, Garym Lucchesim oraz Ericiem Reidem.
Szczegóły fabuły nie są znane, więc nie wiadomo czy w serialu pojawi się postać Selene, w którą wcielała się Kate Beckinsale (prywatnie żona Weismana) w filmach kinowych. Jak sam Wiseman przyznał, chce żeby serial był mniej komiksowy niż filmy kinowe zarówno w kwestii klimatu jaki i bohaterów.
Póki co produkcja nie posiada domu, ale Weisman chce by trafiła ona do kablówki premium lub do któregoś z serwisów streamingowych. Nie jest znana również data rozpoczęcia zdjęć, ale na razie produkcja jest w bardzo wczesnej fazie.

Dla przypomnienia pierwszy film z serii miał premierę w 2003 roku i opowiadał historię wampirzycy Selene zabójczyni na usługach klanu, która była najlepszą egzekutorką Lykanów (wampirów). Niespodziewanie poznaje człowieka Michaela, którym bardzo interesują się Lykanie. Okazuje się że jest on środkiem do wygrania wojny, która wybuchła wieki temu. Selena wplątuje się w sam środek intrygi, przez co staje się celem nie tylko dla wilkołaków, ale i dla wysoko postawionych członków klanu.

Seria liczy pięć filmów kinowych, poza wspomnianym wcześniej filmem z 2003 roku powstały jeszcze Underworld: Evolution z 2006 roku, Underworld: Rise of the Lycans (który był prequelem) z 2009 roku, Underworld: Awakening z 2012 oraz Underworld: Blood Wars, który premierę miał w tym roku.

niedziela, 24 września 2017

FANtastyczne Inicjatywy #18 - The 52nd Hunger Games


FANtastyczne Inicjatywy w osiemnastej odsłonie zabiorą nas do Panem. Państwa w nieokreślonej przyszłości, które wykreowała na kartach swoich książek Suzanne Collins (które mogliśmy również oglądać w filmach kinowych).
Dla przypomnienia FANtastyczne Inicjatywy to cykl, w którym przedstawiam produkcje fanowskie. Krótkie (lub niekoniecznie) produkcje zainspirowane serialami, grami, komiksami lub filmami. Z założenia są to twory non-profit i tworzone z pasji. Czasami bardziej profesjonalne, a innym razem całkowicie amatorskie. Jednym zdaniem są to produkcje tworzone od fanów dla fanów.

Co roku w państwie Panem odbywają się Głodowe Igrzyska upamiętniające zakończenie Mrocznych Dni, stłumienie rebelii przeciw Kapitolowi, do których uczestnicy są losowani z każdego dystryktu. Są oni szumnie zwani trybutami. W trakcie Igrzysk będą walczyć między sobą na śmierć i życie, aż zostanie jeden.
Najsłynniejszą uczestniczką i zwyciężczynią jest Katnis Everdeen, ale jej historię znamy bardzo dobrze.
Teraz poznamy historię jej poprzedników.

Weeping Willow A Hunger Games Fan Film

Kiedy młoda dziewczyna Willow z Siódmego Dystryktu zostaje wylosowana podczas 52. Głodowych Igrzysk jej brat Tristan zgłasza się na ochotnika by towarzyszyć siostrze. W trakcie zmagań na arenie Willow musi zmierzyć się ze świadomością, że tylko jedno z nich będzie mogło wrócić do domu.



niedziela, 6 sierpnia 2017

It’s Morphin Time! - Power Rangers (2017) Nibyrecenzja

Odświeżanie franczyz i coraz częstsze rebooty to praktyka, która dotarła do Hollywood już jakiś czas temu. Do tej pory jednak obyło się bez większego sukcesu. Kiedy więc pojawiła się informacja o planowym odświeżeniu marki Power Rangers, fani podzielili się na dwa obozy. Na tych którzy entuzjastycznie podchodzili do pomysłu, ponieważ nostalgia do dawnych lat powodowała chęć ponownego obcowania z bohaterami z lat dzieciństwa. Po przeciwnej stronie ci, którzy nie wierzyli, że to się może udać, że film robiony jest tylko dla pieniędzy. Nie widzieli powodu by wracać do - bądź co bądź - dość infantylnego świata pełnego kiczowatych potworów i nastolatków, którzy niezliczoną ilość razy ratują świat (czy galaktykę) przez zniszczeniem.

Czy twórcom udało się spełnić oczekiwania fanów? Czy reboot Power Rangers był w ogóle potrzebny?



Oceniam ze spoilerami.

czwartek, 28 lipca 2016

The Rocketeer, czyli odgrzewanie kotleta od Disneya


The Rocketeer - u nas znany jako Człowiek rakieta (oficjalne polskie tłumaczenie) - znów poleci.

Walt Disney Studios jest w trakcie prac nad rebootem przygodowego filmu z 1991 roku. Max Winkler i Matt Spicer zostali zatrudnieni do napisania scenariusza filmu,który otrzymał tytuł "The Rocketeers".

Projekt jest na bardzo wczesnym etapie prac, a zgodnie z panującą obecnie modą na przedstawianie bohaterów w nowoczesnym wydaniu, bohaterem nowego filmu będzie kobieta, Afro-Amerykanka.
Projekt jest rozważany jako sequel-reboot, którego akcja ma zostać przesunięta w czasie i oferować świeże spojrzenie na bohaterów. Osadzony sześć lat po oryginalnym "The Rocketeer", po tym jak Secord zniknął podczas jego zmagań z Nazistami, pojawia się nowy niespodziewany bohater, czy raczej bohaterka - młoda czarnoskóra pilotka. Przejmuje rolę bohatera i stara się powstrzymać ambitnego, skorumpowanego naukowca od wykradzeniem technologi odrzutowego plecaka, co może okazać się punktem zwrotnym Zimnej Wojny.


Dla przypomnienia film z 1991 roku powstał na podstawie popularnego komiksu z lat 80., którego twórcą był Dave Stevens. Za reżyserię odpowiadał Joe Johnston, a scenariusz napisali Paul De Meo, William Dear oraz Danny Bilson. Opowiadał losy pilota wyczynowego Cliffa Secorda, który wchodzi w posiadanie prototypowego plecaka odrzutowego pozwalającego człowiekowi latać. Dzięki pomocy przyjaciela tworzy kombinezon dzięki, któremu może bezpiecznie sterować podczas lotu. Wykorzystuje urządzenie do walki z Nazistami. Jednak przez to bohater jest na celowniku nie tylko Nazistów, którzy chcą wykorzystać urządzenie do swoich celów, ale również FBI, które chce odzyskać urządzenie.
W głównej roli wystąpił Billy Campbell, a partnerowali mu Alan Arkin, który wcielił się w jego przyjaciela, Jennifer Connelly grająca Jenny Blake początkującą aktorkę,dziewczynę Secorda. Timothy Dalton zagrał aktora Nevillea Sinclaira, który okazuje się nazistowskim szpiegiem oraz Terry O'Quinn, który wcielił się w Howarda Hughesa wynalazcy urządzenia.

niedziela, 24 lipca 2016

Wonder Woman - pierwszy trailer, pierwsze wrażenia

Tegoroczny Comic-Con w San Diego rozpieszcza fanów DC, zwłaszcza tych czekających na informację o zbliżających się filmach.
Co prawda "Batman v Superman: Dawn of Justice" niestety nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań i co prawda miał swoje plusy, ale w ogólnym rozrachunku nie było to na co tak tyle czekałem.

Trudno jednak zaprzeczyć, że jednym z jaśniejszych punktów produkcji była Gal Gadot wcielająca się w Wonder Woman. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony jej postacią. Ne miała dużo czasu antenowego, a po seansie miałem poczcie niedosytu... pomijając już oczywiście samo zakończenie filmu, które samo w sobie jest trochę rozczarowujące.

Dla czekających na wieści o "Wonder Woman" ostatni dni były bardzo dobre, bo nie tylko opublikowano bardzo ładny plakat, który co prawda stosuje znaną w tej dziedzinie standardowe połączenie kolorów, ale ten schemat potrafią wykorzystać na swoją korzyść. Plakat ma niesamowity klimat, a jego minimalizm pokazuję, że nie trzeba dużo, aby zrobić dobre wrażenie. 
Co więcej opublikowano również pierwszą zapowiedź filmu, która robi bardzo dobre wrażenie. Oczywiście szanse na to że się pojawi były bardzo duże, ale nie liczyłem na to, że będzie taki dobry.

niedziela, 10 lipca 2016

Fantastyczne szorty #7 - Razor Sharp

Świat rządzony przez korporacje. Pozbawiony wszelkiej moralności i zepsuty do szpiku kości.
Różni twórcy przedstawiali świat przyszłości, który nie jest zbyt przyjazny. Na kartach książek czy w mnóstwie filmów, a nawet w grach wideo.
Cyberpunkowe światy nie są od siebie aż tak różne i zazwyczaj mają ze sobą wiele wspólnego. Zazwyczaj jest to ponura wizja świata opanowanego przez zachłanne korporacje, które przejmują rolę państw, wszechobecna technologia i ludzie dbający tylko o siebie.

Bohater siódmej odsłony Fantastycznych szortów przedstawia podobną, aczkolwiek nie tak ponurą wizję przyszłości i utrzymany w duchu produkcji telewizyjnych z lat 90. czyli nastawiony na rozrywkową warstwę z przymrużeniem oka. 

Razor Sharp

Bohaterką produkcji jest Veronica Sharpe. Złodziejka, która została wynajęta by wykraść rewolucyjny łamacz szyfrów ze skarbca w pilnie strzeżonym budynku. Kiedy nie wszystko idzie zgodnie z planem to spryt pozwoli jej osiągnąć cel. Kiedy jednak w końcu dostaje się jej włamać do skarbca czeka ją większa niespodzianka niż mogła by przypuszczać. Teraz nie tylko jej spryt zostanie wystawiony na próbę, ale przede wszystkim moralność. 
Czy będzie w stanie wypełnić zlecenie? I przede wszystkim czy ujdzie z tego z życiem?

wtorek, 21 czerwca 2016

FANtastyczne Inicjatywy #17 - We wnętrzu komputera

FANtastyczne Inicjatywy wracają po przerwie. Już siedemnasta odsłona cyklu, w którym prezentuję filmy zrobione przez fanów dla fanów.  Nie będę się rozpisywał na temat idei z jaką tworzyłem ten cykl. O tym możecie poczytać w poprzednich odsłonach

W tym wydaniu udamy się - jak zresztą wskazuje tytuł - do wnętrza komputera. A zabierze na tam...

Tron: Ignition

Od premiery kultowego "Trona" minęło ponad trzydzieści lat, jednak obraz nadal wzbudza emocje. W 2010 roku mieliśmy jego sequel, który już niestety nie był taki udany. Jednak to zapewne Legacy zainspirowało twórców tego shorta do jego stworzenia.

Produkcja ta jest przesycona efektami komputerowymi, które są dość nierówne, ale jak na produkcję non-profit i tak trzymają niezły poziom. Bardzo dobrze udało się zachować stylistykę i klimat filmu. Choć czasami przydało by się jednak więcej światła, to nie psuje to ogólnego pozytywnego wrażenia.

Sama historia jest dość prosta. Są źli i są dobrzy. Źli ścigają dobrych, a potem dobrzy ścigają złych. Fabularnie jest dość ubogo i raczej schematycznie, ale podejrzewam, że taki był zamiar twórców. Zresztą sama historia jest tutaj jedynie pretekstem i widać, że w tym przypadku to forma, a nie treść stanowi o wartości tej produkcji fanowskiej. I w tym przypadku mi to zupełnie nie przeszkadza.

czwartek, 9 czerwca 2016

Captain America: Civil War - nibyrecenzja


Ulubieni bohaterowie Marvela po raz kolejny spotykają się na wielkim ekranie. Choć nie dla wszystkich będzie to przyjemne spotkanie.
Bracia Russo drugą częścią przygód Steva Rogersa zyskali sobie uznanie nie tylko wśród fanów filmowych superbohaterów, również u włodarzy studia. To dzięki temu ponownie siadają za sterami kolejnego filmu z Kapitanem w roli głównej.

Obraz jeszcze przed premierą już wzbudzał duże emocje, nie tylko przez kolejne nowinki castingowe, ale zwłaszcza po ujawnieniu podtytułu trzeciej części. Civil War to duże wydarzenie w komiksowym świecie Marvela, które na zawsze zmieniło obraz tamtego uniwersum. Oczywiście było wiadome, że w kinie twórcy nie mogą sobie pozwolić na konflikt na taką skalę. Po pierwsze nie mają praw do wszystkich postaci, po drugie trzeba było by ze trzech filmów by godnie opowiedzieć komiksową Wojnę Domową. 
Ale bracia Russo mieli plan jak przedstawić to w kinie. Nie jestem pewien czy do końca go wypełnili, ale jest bardzo dobrze... choć zapewne mogło być lepiej.

Po pierwsze film żartobliwie nazywany był Avengers 2,5, bo oprócz Thora i Hulka mamy w nim wszystkich Avengersów i kilka nowych postaci. Przy takiej ich ilości może zastanawiać czy to w ogóle jeszcze o Kapitanie. I tych, którzy się tego obawiali śpieszę uspokoić. To jak najbardziej historia o Rogersie. 
I choć na ekranie przewija się mnóstwo postaci to każdy ma swoje pięć minut, każdy może zabłysnąć i odegrać swoją rolę w prezentowanej historii.
A ta skupia się na tytułowej wojnie, choć jest to określenie na wyrost. Bardziej pasowało by konflikt czy też rozłam. Jego zarzewie przedstawione w filmie jest tak naprawdę kroplą, która przelała czarę. Dość dużą kroplą co prawda, ale jak mogliśmy zobaczyć w poprzednich filmach tarcia w drużynie zdarzały się już wcześniej, a czasami dochodziło do rękoczynów. Nikogo zatem nie dziwi, że Civil War jest kulminacją tego konfliktu. 
Różnica zdań dotyczy nadzoru nad drużyną superbohaterów, co pokrywa się w pewnym stopniu z tym co mogliśmy przeczytać w komiksach. Tam bowiem też zginęli cywile, a przyczyną tego byli osobnicy dysponujący supermocami. Jednak w komiksie każdy kto posiadał nadludzkie zdolności musiał się ujawnić i zarejestrować, co zapewne było również inspiracją twórców Heroes Reborn.
W filmie ONZ ma nadzorować działania Avengersów pozbawiając ich samodzielności. Ukrócenie samowolki forsuje Tony Stark, ale Steve Rogers nie chce być uwiązany na smyczy Narodów Zjednoczonych. Co warto podkreślić obaj mają silne argumenty i obaj bronią swoich racji. W filmie nie mamy powiedziane jednoznacznie kto ma rację i które rozwiązanie jest dobre. Dzięki czemu każdy może wyrobić sobie własne zdanie.

Głównym złym w trzecim obrazie o Kapitanie Ameryce jest Zemo... nie baron jak w komiksach, ale Helmut Zemo. Były wojskowy z Sokovii. Nie można odmówić scenarzystom, że starali się nadać głębię tej postaci i można mu współczuć. To jest postać dość prostolinijna i pozbawiona dylematów moralnych, więc nie do końca się to scenarzystom udało. Ale na plus można policzyć to, że motywacje ma jasne i dąży do realizacji swojego planu bez względu na koszty, choćby po trupach. A tych jest dużo. Ta bezwzględność trochę kontrastuje z obrazem zmęczonego człowieka, który stracił wszystko i właściwie budzi żal, co załamuje obraz jaki kreowano przez resztę filmu. Z jednej strony można to postrzegać jako niekonsekwencję w prowadzeniu postaci, a z drugiej strony jego uczłowieczenie i ukazanie, że postać ta jednak nie jest bezmyślnym psychopatą, który uwziął się na Avengersów. 
Koniec końców cel swój osiągnął. Połowicznie co prawda, bo bohaterowie nie pozabijali się nawzajem, ale jednak Avengersi się rozpadli. Można go nie lubić i nie zgadzać się z jego poglądami, ale jego czyny są uzasadnione i ogólnie choć odarto tą postać z komiksowej otoczki, to w ostatecznym rozrachunku wypada lepiej niż większość łotrów przedstawionych w MCU. Co trzeba przyznać jest pietą achillesową większości produkcji Marvela.

sobota, 28 maja 2016

Fantastyczne szorty #6: Noon

W wyniku globalnej katastrofy, do której przyczyniła się sama ludzkość, życie na Ziemi zmieniło się nie do poznania.
Dotychczasowe Bieguny przestały być biegunami, a cykl dnia i nocy przestał istnieć.
Na Biegunie Południowym panowała permanentna noc, a Biegun Północny cały czas był skąpany w promieniach słońca.
Taka rzeczywistość zostaje przedstawiona w "Noon" bohaterze szóstej odsłony Fantastycznych Szortów, które miały sporą przerwę, ale miejmy nadzieję, będą pojawiać się częściej.
Co do idei cyklu odsyłam do wcześniejszych wpisów, w których można zapoznać się z innymi ciekawymi krótkometrażówkami.
Nie rozwodząc się zbytnio zapraszam do zapoznania się z dzisiejszym bohaterem.

NOON

Tytułowe Noon to miasto zbudowane na miejscu dawnego epicentrum globalnej katastrofy, która została spowodowana nuklearnym wybuchem w okolicach uskoku płyt tektonicznych. Doprowadziło to do całkowitej zmiany reorganizacji życia na planecie. Ale jak to ludzkość ma w zwyczaju, zawsze potrafi zaadaptować się do nowych warunków i jakoś sobie radzi.

Ta krótka produkcja jest nie tyle krótkometrażowym filmem jako zamkniętą całością, ale wycinkiem większego obrazu, którzy twórczy chcieliby przedstawić w pełnym metrażu. Ale o tym za chwilę...



Szort ten to tak naprawdę teaser przedstawiający Garego. Szmuglera, który stara zachować ostatnie resztki człowieczeństwa w świecie pozbawionym jakiejkolwiek moralności. To wycinek z pojedynczego dnia z życia w dystopii, jakimi co jakiś czas chcą nas zaskakiwać, szokować i przestrzegać kolejni pisarze czy filmowcy. Obraz ten nie jest żadną nowością i na pewno nie jest specjalnie oryginalny. Pewne szczegóły mogą być specyficzne dla tego świata, ale tutaj nie chodzi o to co dzieje się wokół, ale w środku człowieka.
Czego się boi. Co go motywuje. Dzięki czemu jest w stanie przetrwać w okrutnym świecie.
Nadzieja.
Nadzieja i wiara, że gdzieś jest lepsze życie jest tutaj najdroższą walutą, której nikt nie chce wymienić na nic innego.

niedziela, 20 grudnia 2015

FANtastyczne Inicjatywy #16 - Bardzo specjalne święta Lobo


Przypomnę FANtastyczne Inicjatywy to cykl, w którym prezentuję produkcje fanowskie. Krótkie lub niekoniecznie produkcje zainspirowane serialami, grami, komiksami lub filmami, które z założenia są tworami non-profit i tworzone z pasji. Jednym zdaniem są to produkcje tworzone od fanów dla fanów. Czasami bardziej profesjonalne, a innym razem całkowicie amatorskie, ale zawsze mające w sobie to coś co mnie zaintryguje i zwróci moją uwagę.
Jako, że mamy okres świąteczny w tej odsłonie będzie fanfilm, który swoją tematyką nawiązuje do Bożego Narodzenia, choć trudno w nim doszukiwać się w nim radosnej i rodzinnej atmosfery.

The Lobo Paramilitary Christmas Special 

Fanfilm z 2002 roku na podstawie komiksu pod tym samym tytułem.
Zajączek Wielkanocny ma dość bycia tą drugą świąteczną personifikacją i zleca Lobo zabicie Świętego Mikołaja. Jako, że Ostatni Czarnianin za młodu nie był zbyt grzeczny przyjmuje zlecenie. Niestety nie wszystko idzie zgodnie z planem.

Lobo to jeden z największych antybohaterów z kart komiksów, nie tylko ze stajni DC Comics, ale z całego komiksowego uniwersum. Jeżeli nie największy to na pewno jeden z najbardziej znanych. Co prawda postać tę znam głównie z animacji. Komiksów z tą postacią nie dane mi było przeczytać. Dla fanów Ważniaka pozycja obowiązkowa.


Półamatorska produkcja mająca już trzynaście lat, która w znacznej części została sfinansowana przez fanów, którzy wspomogli twórców jak tylko dowiedzieli się, że film powstaje. Krótkometrażówka przywodzi na myśl złotą erę filmów VHS, niestety nie przeszedł próby czasu i widocznie się zestarzał. Cała otoczka i klimat produkcji niektórych może irytować innym z nostalgią przypomną się klasyki kina klasy B lub nawet C :) Jeżeli ktoś nie lubi takich produkcji to nie ma co na siłę oglądać, ale jeżeli ktoś z nostalgią wspomina tamte czasy i lubi czasami wracać do takich produkcji to i The Lobo Paramilitary Christmas Specialnie powinien sprawić mu zawodu.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Czy seriale na podstawie filmów mogą odnieść sukces?

W ostatnim czasie można zaobserwować pewne zjawisko, które co prawda nie jest nowe, ale w ostatnio znacząco przybiera na sile. Jest to dość wyraźny trend, który może wprowadzić duże zmiany do telewizji. Dokładniej rzecz ujmując o adaptacjach filmów na potrzeby małego ekranu.
Nie od dziś wiadomo, że dobry pomysł na serial jest na wagę złota i jest dużą częścią sukcesu (wykorzystanie potencjału tego pomysłu to już zgoła inny temat), ale jak napisałem zauważyć można, że telewizja ostatnio cierpi na brak nowych i świeżych seriali i serwuje nam właściwie to samo podane w trochę innej formie. Ale twórcy zamiast się wysilić idą na łatwiznę i sięgają po tytuły, które pojawiły się wcześniej na wielkim ekranie. 
Popularności niektórych produkcji zaprzeczyć nie można i trudno się dziwić ludziom w telewizji, że idąc po najmniejszej linii oporu chcą zarobić bazując na znanej franczyzie. 
W tamtym sezonie nie było to aż tak wyraźne. Mieliśmy co prawda próbę CBS przeniesienia na mały ekran Beverly Hills Cop popularnej serii z Eddiem Murphym, ale pilot nie spodobał się włodarzom stacji i nie zamówili serialu na sezon (co okazało się niemałym zaskoczeniem). W tym sezonie jednak tych tytułów jest na tyle dużo, że może mieć to wpływ na późniejsze plany poszczególnych stacji jeżeli seriale odniosą sukces.


Od CBS dostaniemy Limitless i co ważne nie jest to reboot tylko rozszerzenie świata, a w samym serialu ma pojawić się gościnnie Bradley Cooper, który powtórzy swoją rolę z filmu.
Kolejnym tytułem tej stacji jest Rush Hour znany u nas jako Godziny Szczytu z Jackie Chanem i Chrisem Tuckerem w rolach nietypowej pary gliniarzy, którzy współpracowali ze sobą w trzech odsłonach filmu. W serialu wystąpią Henry Ian Cusick oraz Page Kennedy i bardzo zastanawia mnie to czy będą w stanie tak dobrze zaprezentować na małym ekranie jak Chan i Tucker robili to w kinie.

FOX przygotował kontynuację kinowego hitu Minority Report z 2002 roku, za który odpowiadał Stevena Spielberga, a w roli głównej wystąpił Tom Cruise. W serialu poznamy dalsze losy jednego z jasnowidzów, który łączy siły z panią detektyw by zapobiegać zbrodniom, które pojawiają się w jego wizjach.

Od STARZ dostaniemy Ash vs Evil, które pokaże jak bohater serii kultowych horrorów Evil Dead Asha, który po trzydziestu latach znów musi stawić czoła wszelkiemu Złu... przez duże "z".
Jeżeli już o horrorach mowa to warto wspomnieć o szykowanej dla A&E produkcji po zatytułowanej Damien, który ukaże dalsze losy dorosłego już Antychrysta bohatera serii Omen.
Pojawiła się również informacja, że serial na podstawie serii Friday the 13th (Piątek 13-ego) ukazującej losy maniakalnego mordercy Jasona Voorheesa trafił do The CW.
Na MTV emitowany jest obecnie Scream oparty na filmach Wesa Cravena.

W produkcji jest Westworld oparte na klasyku sci-fi Michaela Crichtona, które zadebiutuje na antenie HBO w przyszłym roku. Niedawno ogłoszono również zamówienie przez USA Network pilota serialu Shooter opartego bardziej na filmie z Markiem Wahlbergiem niż książkowym pierwowzorze autorstwa Stephena Huntera.  W planach są również Fatal Attraction, czyli pamiętne Fatalne Zauroczenie z Michaelem Douglasem i Glenn Close w rolach głównych czy klasyk To Live And Die In L.A. Przykładów można mnożyć, bo co jakiś czas pojawiają się informacje o nowych produkcjach. Wszystko oczywiście zależy od tego czy serial odniesie sukces czy nie. Jeżeli tak to zapewne możemy się spodziewać wielu nowych tytułów adaptowanych na potrzeby telewizji. Zasadnicze jednak pytanie czy przeniesienie filmu na mały ekran rzeczywiście może odnieść sukces?
Za jakiś czas okaże się jak przyjęły się wyżej wymienione seriale. A jak było wcześniej?

niedziela, 2 sierpnia 2015

Geek wychodzi z szafy

Określenia "geek" i "nerd" choć obecnie używa się ich zamiennie, jako synonimy nie są wymysłem XXI wieku, a można rzec nawet że ich pierwotne określenia używane były już wiek temu.
Słowo "geek" na początku XX wieku używane było do określenia cyrkowych i festynowych kuglarzy, którzy zazwyczaj przedstawiali dość obrzydliwe atrakcje jak na przykład jedzenie żywych insektów. 
W latach 50. XX wieku kojarzone było z osobą nieprzystosowaną społecznie, która poświęcała się nauce i zdobywaniu wiedzy, co w latach 80. zbiegło się z boomem komputerowym i określenie miało negatywny wydźwięk. W tedy też do powszechnego użytku weszło określenie "nerd" spopularyzowane przez serial telewizyjny Happy Days, a które pojawiło się w latach 50. pierwotnie jako określenie stworzeń w książce doktora Seussa w utworze If I Ran the Zoo. Powszechne staje się w latach 70. a jedna z teorii mówi, że popularność swoją zawdzięcza swojemu pochodzeniu, czyli wymawianiu słowa "drunk" od tyłu, co daje nam "knurd" - co podobno było określeniem na osoby, które wolały się uczyć niż iść na imprezę.

I choć dziś nie posiadają tego negatywnego wydźwięku jak jeszcze dekadę temu długa była do tego droga.
Z geeków wyśmiewano się bardzo często i nie rzadko robiono to za pośrednictwem mediów takich jak kino i telewizja. Za przykład można brać choćby serię Revenge of the Nerds znany u nas jako Zemsta frajerów, gdzie już samo tłumaczenie tytułu ma obraźliwy charakter. Można przypomnieć również występ sztampowego geeka w trzeciej części Koszmaru z ulicy wiązów, gdzie sympatyczny, ale mało atrakcyjny okularnik wciela się w postać postaci czarodzieja z popularnego w tedy Dungeon&Dragons - gry fabularnej, medium kojarzonego z każdym geekiem. Gra ta pojawia się w jednym z odcinków Community czy The Big Bang Theory i choć wskazane seriale to komedie i przedstawiają to zjawisko przez pryzmat satyry to udowadnia i utwierdza stereotyp jaki ucementował się w popkulturze.

Geek i nerd nie miał łatwego życia. Jeszcze praktycznie do końca lat 90. XX wieku, żył na marginesie społecznym w niewielkiej enklawie wraz z kilkoma sobie podobnymi. I choć dzięki takim produkcjom jak Star Wars czy Star Trek miał swoją pasję i mógł dzielić się nią z innymi to przez większość był wyszydzany. Dopiero w XXI wieku mógł bez wstydu się ujawnić i z dumą stwierdzić, że jest geekiem. 

sobota, 1 sierpnia 2015

FANtastyczne Inicjatywy #15 - Duchy przeszłości

Po przerwie na bloga wracają FANtastyczne Inicjatywy. Dla tych co zaglądają tutaj pierwszy raz przypomnę, że jest to cykl, w którym prezentuję produkcje fanowskie. Krótkie lub niekoniecznie produkcje zainspirowane serialami, grami, komiksami lub filmami, które z założenia są tworami non-profit i tworzone z pasji. Jednym zdaniem są to produkcje tworzone od fanów dla fanów. Czasami bardziej profesjonalne, a innym razem całkowicie amatorskie, ale zawsze mające w sobie to coś co mnie zaintryguje i zwróci moją uwagę. W tej odsłonie padło na shorta opartego o najdłuższy serial sci-fi, czyli brytyjskiego Doctora Who.

Ghosts and Conquerors

W morzu fanfilmów poświęconych Władcy Czasu jest wiele produkcji, wiele z nich już obejrzałem, jeszcze więcej pozostało do odkrycia, ale tak pozytywnie wyróżnia się na tle tego co już widziałem.
Po pierwsze jest to czysto amatorska produkcja o niewielkim budżecie, ale widać, że oprócz pasji w projekt włożono również mnóstwo wysiłku co zaowocowało całkiem niezłym efektem końcowym.

Na początek muszę pochwalić aktora wcielającego się w postać Doktora, w tym akurat konkretnym przypadku, Dziesiątego. Nie łatwo jest udźwignąć tę rolę i jeszcze trudniej jest to zagrać by nie wyszło to sztucznie. Tutaj wyszło to całkiem nieźle, E. Bellamy dobrze się bawił grając postać Tenanta, czasami może trochę gra nabierała przesadnej maniery, ale jest to najlepszy fanowski Doktor jakiego widziałem. Gra jest swobodna i i niewymuszona, nie ma się wrażenia, że aktor recytuje swoje kwestie, co często przeszkadzało mi w innych fanfilmach.
Partnerująca mu Rachel Warren jako Kat też wypada pozytywnie, choć trochę w cieniu kolegi.

Sama historia nie jest zbyt skomplikowana.
Na prymitywnym księżycu na skraju wszechświata prowadzona jest skryta wojna między kolonistami, a nie określonymi istotami z poza materialnego świata. Do walki z nimi staje odważna awanturniczka Kat, mieszkająca na pustkowiu oraz porywczy mężczyzna zwący się Doktor. Co będzie dalej można się domyślić, choć mamy ciekawego twista, który zdecydowanie uatrakcyjnia seans.

niedziela, 5 lipca 2015

Fantastyczne szorty #5: AZARKANT

Piąta odsłona cyklu. Kolejny szort, który zwrócił moja uwagę.
Ci co nie czytali poprzednich wpisów, mogą się z nimi zapoznać TUTAJ. Tam też przeczytacie dlaczego postanowiłem stworzyć ten cykl.


Nie przedłużając przedstawiam bohatera tego wpisu, którym jest: 

AZARKANT

Ogromny statek kosmiczny zagubiony na skraju wszechświata. Na jego pokładzie śmierć, a sam pogrąża się w zapomnieniu. Wszyscy członkowie załogi są martwi nikt nie powie co się wydarzyło. Tylko stary robot, patroluje niekończące się korytarze wykonując ostatni rozkaz swojego martwego pilota. Ale pewnego dnia drzwi starego statku kosmicznego otwierają się ponownie.*


Obraz jest naprawdę imponujący. Oglądając go za pierwszym razem skojarzył mi się z Katedrą Tomka Bagińskiego. Nie wiem dlaczego, ale nie mogłem pozbyć się z głowy tego skojarzenia.
Ja produkcję odpowiada właściwie jedna osoba - Andrey Klimov (http://andrewklimov.blogspot.ru/), który odpowiadał nie tylko za scenariusz i reżyserię, ale również za modele, tekstury czy animację i wiele innych kwestii technicznych. Można powiedzieć człowiek orkiestra. Był oczywiście wspomagany przez kolegów, którzy pomagali przy animacjach w niektórych scenach oraz kwestii dźwiękowych i muzycznych.

Animacja z 2013 roku która wygląda iście imponująco. Naprawdę w niektórych momentach zapiera dech w piersiach, zwłaszcza jeżeli sobie uświadomimy, że to właściwie wysiłek jednego człowieka. Nieraz animacja wyglądała tak dobrze, że zastanawiałem się czy to rzeczywiście animacja czy prawdziwa scenografia.
Za obrazem nie stoi Blizzard, który znany jest z pieczołowicie przygotowanych animacji obrazujących fabułę poszczególnych gier, a który ma do dyspozycji cały zespół. Andrey Klimov samodzielnie wykonał kawał dobrej roboty. Stworzył intrygującą produkcję, której wykonanie stoi na najwyższym poziomie
Z niecierpliwością będę czekał na kolejne jego produkcje.


* - w moim wolnym tłumaczeniu

niedziela, 28 czerwca 2015

Fantastyczne szorty #4: The Event

Kolejna część cyklu. Kolejne shorty do zaprezentowania. Jak pisałem wcześniej są to filmy czy animacje krótkometrażowe, które zwróciły moja uwagę, więc ich selekcja jest całkowicie subiektywna. Oczywiście nie ma problemu, żeby ktoś dysponujący chwilą czasu sam odnalazł ciekawe pozycje, a jest ich naprawdę mnóstwo. Czasami jednak trafiają się produkcje poniżej przeciętnej, czasami wręcz amatorskie, na które nie warto tracić czasu. Zwłaszcza jeżeli ktoś nie nie ma go za dużo. Ten cykl jest własnie dla takich osób, które lubią produkcje fantastyczne, ale sami nie zawsze mają czas coś poszukać...

W czwartej części:

The Event
Doceniany i nagradzany szort Rustama Vakilova, który jest producentem, scenarzystą oraz reżyserem tego obrazu. Trzeba przyznać, że bardzo dobrze mu to wyszło. 

Neil jest dwudziestokilkuletnim mężczyzną, nagle ze snu budzi go dziwny hałas. Po chwili zdaje sobie sprawę, że to tylko wytwór jego wyobraźni. Jednak dziwny hałas budzi go ponownie. Kiedy jest w trakcie porannych czynności zdaje sobie sprawę, że doświadcza czegoś dziwnego i nienaturalnego, co zwiastuje zarówno katastrofalny koniec jak i cudowny początek.

Produkcja jest bardzo kameralna. Można powiedzieć, że to teatr jednego aktora. Trzeba dodać, że odwalił on kawał dobrej roboty. Co prawda nie jest to rola oscarowa, ale jednak w tych kilku minutach można odczuć niepokój chłopaka. Nie ma tutaj sztuczności, bo i nie ma miejsca na zbędne emocje. Wszystko jest ładnie wyważone.

Produkcja liczy nieco ponad siedem minut, ale jest bardzo dobrze skonstruowana. Powiedziałbym, że jest to idealny przykład dobrze nakręconego szorta. Film już od pierwszych sekund potrafi zaciekawić, a z czasem intryguje coraz bardziej. Mamy ze dwa twisty, napięcie jest odpowiednio dawkowane, aż do ciekawej i przewrotnej puenty.

Film jest dobrze zrealizowany również od strony technicznej, przedstawia intrygującą historię i myślę, że warto poświęcić te siedem minut by przekonać się, że słusznie został nagrodzony.
Więcej o produkcji można przeczytać w stopce na YouTube.

wtorek, 19 maja 2015

Nibyrecenzja: Avengers Age of Ultron



Pierwsza część Avengers zdobyła wielkie uznanie fanów oraz okazała się wielkim sukcesem kasowym, który przekroczył wszelkie oczekiwania. Oczywistym było, że powstanie sequel, a ojciec sukcesu pierwszej części Joss Whedon został mianowany głównodowodzącym nad całym filmowym uniwersum, gdzie miał sprawować pieczę nad całością, szumnie nazwaną, Drugą Fazą MCU oraz konsultować wszelkie kwestie spójności filmów oraz seriali. Trzeba przyznać, że stanął przed nie lada zadaniem. Ponad to miał odpowiadać również za część drugą przygód Avengersów, a to zadanie jeszcze większe ponieważ nie tylko miał stworzyć godny sequel, ale również powtórzyć sukces kasowy. Czy mu się to udało?


Postaram się odpowiedzieć na to pytanie unikając spoilerów

Pierwsza część była opowieścią o tym jak bohaterowie, zupełnie różne indywidualności stały się drużyną. Choć nie było łatwo i mieliśmy tarcia między poszczególnymi postaciami to koniec końców musieli współpracować by ocalić świat (bo jakże by inaczej). W części drugiej jest tak samo, a jednak inaczej.

sobota, 7 marca 2015

FANtastyczne Inicjatywy #13 - Adi Shankar i jego małe dzieła

Pisałem wczesniej, że produkcje fanowskie są bardzo różne. Udane i te które lepiej żeby nie ujrzały światła dziennego. Te robione przez amatorów i te robione przez profesjonalistów. Do tych drugich na pewno zalicza się bohater trzynastej  - mam nadzieję niepechowej - odsłony FANtastycznych inicjatyw Adi Shankar, o którym znów zrobiło się głośno za sprawą kolejnego świetnego fan filmu. Ale po kolei...

Shankar może nie jest do końca pierwszoligową personą w Hollywood, jego nazwisko znane jest raczej osobom, które zgłębią temat, ale od czasu do czasu robi się o nim głośno. Jest przede wszystkim producentem, a najbardziej znane jego tytuły to Dredd 3d, The Grey z Liamem Neesonem czy Lone Survivor. Ale najbardziej znany wśród fanów jest ze swoich produkcji krótkometrażowych.


Wszystko zaczęło się od...

Prania... oraz pralni.
Tak pralni, do której zmierzał nasz bohater. Postać z komiksów Marvela, którą już wcześniej ekranizowano dwa razy - Frank Castle. Do jego roli powrócił Thomas Jane znany z filmu z 2004 roku. Shankar zaprosił również do współpracy nie kogo innego jak samego Rona Perlmana. 
W tym krótkim obrazie zawarto bardzo ciekawe pytanie, które pada z ust głównego bohatera: "What's the difference between justice and punishment?Odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Za reżyserię odpowiada Phil Joanou, a scenariusz napisał Chad St. John. Krótkometrażówka jest pełna przemocy, którą z premedytacją podkreślano nawiązując do komiksów opowiadających o jednym z najbardziej bezwzględnych antybohaterów, któremu moralnie daleko do pozostałych postaci tego wydawnictwa. Efekty może nie zachwycają, a sztuczna krew leje się tu hektolitrami, ale na pewno ma to uzasadnienie w przedstawianiu historii, która swojego czasu zrobiła furorę.


poniedziałek, 12 stycznia 2015

Fantastyczne szorty #3: PLUG i Rosa

Kolejna część cyklu. Kolejne shorty do zaprezentowania. Jak pisałem wcześniej są to filmy czy animacje krótkometrażowe, które zwróciły moja uwagę, więc ich selekcja jest całkowicie subiektywna. Oczywiście nie ma problemu, żeby ktoś dysponujący chwilą czasu sam odnalazł ciekawe pozycje, a jest ich naprawdę mnóstwo. Czasami jednak trafiają się produkcje poniżej przeciętnej, czasami wręcz amatorskie, na które nie warto tracić czasu. Zwłaszcza jeżeli ktoś nie nie ma go za dużo. Ten cykl jest własnie dla takich osób, które lubią produkcje fantastyczne, ale sami nie zawsze mają czas coś poszukać...

W trzeciej części będzie jedna animacja i jeden film aktorski, oba są na swój sposób ciekawe i intrygujące, ale to już ocenicie sami.

 PLUG

Pierwsza produkcja PLUG to owoc działań Davida Levy'ego, który przede wszystkim znany jest jako artysta przygotowujące grafiki koncepcyjne do takich filmów jak choćby: Tron: Legacy, Prometheus, Ender's Game, Tomorrowland czy Avatar 2. 
Jest to jego debiut reżyserski. Short ma być w założeniu pierwszym odcinkiem serii telewizyjnej, do realizacji której dążył, na razie bez większego rezultatu.
Obraz zrealizowany w duchu produkcji z lat 70. XX wieku, inspirowany między innymi kultowym obrazem Mad Max. Aczkolwiek można tutaj zauważyć wpływy takich produkcji jak choćby Appleseed.

W PLUG predstawiono klejną wizję post-apokaliptycznego świata. Bohaterką jest Leila Dawn, grana przez Natalie Floyd, jedyną ocalałą przedstawicielką ludzkości. Wychowana przez roboty i androidy, przyjaźni się z Markerem modelem militarnym, który wydaje się być jej jedynym przyjacielem. Nie traci jednak nadziei i poszukuje innych żyjących ludzi. Kiedy jednak udaje jej się odnaleźć jednego, spotkanie nie przebiega tak jak mogła to sobie wyobrażać, a w jego wyniku dowiaduje się okrutnej prawdy...

Produkcja ciekawie zrealizowana. Twórca starał się korzystać jak najczęściej z efektów praktycznych ograniczając wykorzystanie efektów komputerowych. Wynikiem tego jest obraz, który przypomina wspomnianego wcześniej Mad Maxa. Oczywiście jak zawsze w przypadku zdarzają się pewne niedociągnięcia,ale nie rażą one aż tak bardzo.
Natalie Floyd nieźle się spisuje, choć oczywiście nie jest to rola na miarę dużych produkcji, to nie czuć tu przesadnej sztuczności. Aktorka ładna przyjemna dla oka, widać że jeszcze musi popracować nad warsztatem, ale rola jest adekwatna do tego co prezentuje krótkometrażówka, więc nie ma się co na siłą czepiać.
Przyjemnie się ogląda, choć pokazano nam zaledwie skrawek świata to interesująco go zaprezentowano i gdyby doszło do realizacji serii telewizyjnej na pewno by go rozwinięto, bo drzemie w nim duży potencjał.

niedziela, 14 grudnia 2014

Fantastyczne szorty #2: Mnogość i Zasada działania

Kolejna część cyklu. Kolejne fantastyczne szorty do zaprezentowania. Przeglądając ostatnio internet natrafiłem na kilka naprawdę ciekawych tytułów, nawet nie specjalnie musiałem się wysilać, aby je odnaleźć. Są różne. Jedne lepsze drugie gorsze, ale zazwyczaj prezentują przyzwoity poziom. Tematyka jest różna tak samo jak różnorodna jest sama fantastyka. Nie będę prezentował tutaj wszystkich, bo za długo by to zajęło. Po chwilowym zastanowieniu postanowiłem trzymać się schematu przyjętego w pierwszej części cyklu i w każdym wpisie prezentować po dwa filmy.
Nie przeciągając już przedstawiam dzisiejszych bohaterów.

Plurality

Film przywodzący na myśl takie tytuły jak Minority Report, Enemy of the State czy Person of Interest. Choć nie jest to wielkie kino to przywołane tytuły nie są przypadkowe, bo widać tutaj wyraźną inspirację, co wyszło produkcji zdecydowanie na plus.

W tym krótkim obrazie przedstawiono nam świat, a dokładnie Nowy Jork za jakieś dziesięć lat. W mieście zainstalowano innowacyjny system nazwany The Grid, który bazuje na ludzkim DNA. dzięki niemu możesz zrobić zakupy bez konieczności korzystania z gotówki czy karty, możesz otworzyć drzwi lub odpalić samochód bez korzystania z klucza. System przechowuje informacje na temat finansów, numeru ubezpieczenia, stanu zdrowia i nie są potrzebne do tego żadne dokumenty, plastikowe karty czy jakiekolwiek narzędzia wystarczy próbka DNA.
Przestępczość w mieście spadła niemal do zera. Ceną za to jest poświęcenie prywatności, ponieważ zawsze wiadomo gdzie jesteś i co robisz. Czy bezpieczeństwo jest tego warte? Nie dla każdego.
W krótkim filmie jesteśmy świadkami pojawienia się tytułowej Plurality - anomalii wskazującej na powielenie kodu DNA. Pojawia się kobieta, która posiada dokładnie taką sama sekwencję jak inna. Staje się ona celem pościgu specjalnej jednostki policji, której celem jest usuwanie anomalii z systemu.


Produkcja wygląda naprawdę profesjonalnie i mimo, że trwa nieco ponad czternaście minut film powstawał dwa lata ciągle zmagając się z małymi funduszami. Jednak finalnie prezentuje się to bardzo dobrze. Począwszy od aktorstwa, które w takich produkcjach może być nieco drętwe i razić sztucznością, tutaj tego nie uświadczyłem. Scenografia, rekwizyty  i - co najważniejsze w produkcjach sci-fi - efekty specjalne są na wysokim poziomie. Widać to zwłaszcza na otwartych przestrzeniach gdzie mnóstwo ludzi przewija się po ulicach. Do filmu musiano zaangażować mnóstwo statystów.
Za scenariusz odpowiada Ryan Condal, który przedstawiła całkiem niezłą historię z ciekawą konkluzją.
Reżyserią zajął się Dennis Liu przedstawiając jeden z najlepszych shortów jakie widziałem. A który wypada lepiej niż niejeden pełnometrażowy film z dużo większym budżetem.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Fantastyczne szorty #1: Latający Człowiek i Łzy Stali

Czasami nie możemy dostać tego czego byśmy chcieli. Niestety tak już bywa. Musimy zadowolić się tym co jest.
Jeżeli chodzi o filmy i seriale bywa tak samo. W tym jednak przypadku jest jednak światełko w tunelu. A tym światełkiem jest internet. Dokładniej dzieła, które w internecie są publikowane. Które choć w pewnym stopniu mogą ten apetyt zaspokoić.

Wpisem tym chcę zapoczątkować cykl (straciłem rachubę, który to już z kolei), w którym chciałem prezentować produkcje, które w internecie są publikowane, utrzymane są w konwencji fantastycznej, czyli produkcje sci-fi, fantasy, paranormal oraz te-nie-do-końca zdefiniowane. Przede wszystkim jednak zasługujące na to by o nich wspomnieć...
Oczywiście wszystko jest kwestią gust, aczkolwiek w tym przypadku dyskusja jest mile widziana i wręcz oczekiwana :)
Na pierwszy ogień idą...

The Flying Man

Short autorstwa Marcusa Alqueresa który napisał scenariusz, wyprodukował i wyreżyserował tego shorta. Człowiek orkiestra można powiedzieć.
Krótki film przedstawia nam sytuację, gdzie w pewnym mieście pojawia się latający człowiek.
Tak. Latający człowiek posiadający supersiłę. Niczym superbohater. Tylko, że nie do końca tak się zachowuje.
Obraz można podzielić na dwie części: pierwsza niczym intro wprowadza nas w sytuację. A czyni to za pośrednictwem kanału wiadomości, które przekazuje szokujące informację.  
Druga to część fabularna przedstawiająca kilka godzin z życia dwóch mężczyzn, którzy wybrali nie odpowiedni fach.
Na chwilę uwagi zasługuję realizacja oraz narracja filmu, która mówi: co by było gdyby. Dość realistyczne podejście do tematu. Oszczędne zastosowanie efektów specjalnych i kolejne komunikaty z offu, przedstawiane przez kolejnych prezenterów wiadomości budują niezwykły klimat.