Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marvel's Jessica Jones. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marvel's Jessica Jones. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 września 2017

Nie tak miało być, czyli Nibyrecenzja The Defenders


Matt Murdok za dnia niewidomy prawnik, po zmroku Diabeł z Hell's Kitchen walczący z niesprawiedliwością.

Jessica Jones prywatny detektyw z mroczną przeszłością. Opryskliwa, chamska i zazwyczaj pijana, ale skuteczna.
Luke Cage przyjacielski wielkolud, który dla Harlemu chce jak najlepiej i by to osiągnąć nic nie stanie mu na drodze, a dzięki niezniszczalnej skórze prze do przodu niczym taran.
Danny Rand spadkobierca wielomilionowej firmy, który przeżył katastrofę samolotu, w której zginęli jego rodzice. Trafił pod opiekę mnichów z Kun Lun i dzięki treningowi stał się Iron Fistem. Nieśmiertelnym wojownikiem, o czym opowiada przy każdej nadarzającej się okazji, każdemu kto tylko chce słuchać.  

Wszystkich bohaterów poznaliśmy wcześniej w ich solowych serialach. Jedne lepsze inne gorsze, ale nie schodzące poniżej pewnego poziomu. Zatem czy produkcja, która rozpalała wyobraźnię fanów już od daty ogłoszenia jej powstania. Która przedstawia nam drużynę bohaterów znaną z kart komiksów Marvela. Która dla seriali Netflixa miała być tym, czym było The Avengers było dla MCU. Czy The Defenders spełniło oczekiwania? Czy jest to dobry serial?


Oceniam. Ze spoilerami!



sobota, 12 grudnia 2015

Marvel's Jessica Jones - nibyrecenzja

Jestem na świeżo po finale. Deredevil wysoko ustawił poprzeczkę, ale Jessica Jones nawet nie próbowała jej przeskoczyć, bo to dwa różne seriale. Mimo, że akcja osadzona jest w tym samym mieście, w tej samej dzielnicy nawet i mimo, że pojawiają się znane postaci to klimatycznie zupełnie od siebie odbiegają. Łączy je oderwanie od MCU, w sensie stylistyki i próba urealnienia wszystkiego. O ile filmy są bardziej fantastyczne i bajkowe to Jessica Jones opowiada o wydarzeniach i postaciach jakby rzeczywiście mogły istnieć.

Sama historia jest przedstawiana powoli, a akcja raczej nie rwie do przodu, nierzadko zbacza na niepotrzebne rejony przez co główny wątek traci na wartości. Niby jest to historia o zemście o poszukiwaniu w sobie człowieczeństwa i heroizmu, ale tak naprawdę to historia o wypaczonej próbie poszukiwania miłości i akceptacji. A przynajmniej tak to interpretuję. 
Starano się kłaść nacisk na klimat i wyszło połowicznie, bo niestety historia jest przeciągana. Ta gra w kotka i myszkę spokojnie zmieściła by się w dziesięciu odcinkach.

Nie ma tutaj superhero. Jest uwspółcześniona historia Chandlerowskiego kobiecego Marlowa - tylko Jessica jest ładniejsza (mimo nieoczywistej urody Krysten Ritter) - która posiada super siłę i mroczną przeszłość z szajbniętym kontrolującym umysły brytolem. Ich relacja została dobrze przedstawiona, ich motywacje są jasne i klarowne. Ale ich postępowanie nie zawsze jest konsekwentne.