Świetnym przykładem tego jest bohater tej odsłony Firefly: The Verse.
Jest to produkcja od fanów dla fanów co jest widoczne niemal na każdym kroku, jednak całość jest całkiem nieźle wyważone i mimo iż do standardów serialu dużo brakuje to ogląda się to zadziwiająco dobrze.
Od razu w oczy rzuca się statek lecący w przestrzeni kosmicznej, wygenerowany na komputerze sprzed piętnastu lat, ale ma to też swój urok.
Mimo niskiego budżetu, same efekty oraz scenografia nie są aż takie złe, a czasami sprawiają jak żywcem wyjęte z serialu. Dzięki temu można było by powiedzieć, że dodają tej produkcji czegoś nieuchwytnego, czegoś co pozwala przymknąć ta to wszystko oko i cieszyć się z oglądania przygód załogi The Verse.
Sama historia jest typowa dla serialu. Mamy kapitana, mamy pasażerów i załogę statku klasy Firefly, którzy byli wzorowani na produkcji stacji Fox i jest to widoczne gołym okiem. Powiedziałby, że bardziej jest to inspiracją, niż plagiatem, choć czasami twórcy wolą trzymać się znanych sobie archetypów niż wykreować coś oryginalnego.
