Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nibyrecenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nibyrecenzja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 stycznia 2018

Black Lightning - wrażenia po pilocie

Jestem po pilocie Black Lightning i przyznaję jestem pozytywnie zaskoczony. 
Nie wiem jak duże było zaangażowanie Netflixa w produkcję serialu, ale na pewno poziomem wykonania jest o niebo lepsza od tych obecnie emitowanych na The CW. Właściwie to znacznie bliżej tej produkcji do innych tytułów superbohaterskich dostępnych na platformie przygotowanych przez Marvela. 

Serial jest dojrzalszy i do takiego widza zdecydowanie jest skierowany. 
Już nie mam na myśli bardziej obrazowej przemocy, ale i sam scenariusz jest napisany w miarę logicznie i trudno się czepiać zachowania bohaterów. A motywacje głównego bohatera zostały mocno nakreślone i wiemy, że choć nie chce to musi wrócić z superbohaterskiej emerytury. Oczywiście pewne skróty fabularne są konieczne, a pewne sytuacje trochę przerysowane, ale w ogólnym rozrachunku wpisują się w konwencję serialu, więc narzekanie na to byłoby czepialstwem.
Co do bohaterów trudno coś bardziej konkretnego powiedzieć. Główny bohater ma bagaż doświadczeń i przeszłość, którą porzucił i podejrzewam, że w kolejnych odcinkach będziemy świadkami kolejnych retrospekcji, których w pilocie było raptem kilka i dość krótkie. 
Aktorki grające córki głównego bohatera lekko irytują, zwłaszcza najmłodsza, która się "buntuje", ale nie wiem na ile jest to ich własna zasługa.
Warstwa wizualna w tym efekty jak na tę stację naprawdę na dobrym poziomie.

Oglądając Black Lightning nie mogłem pozbyć się wrażenia, że gdzieś to już widziałem. Produkcja jest bardzo podobna do Luke Cage, ale tytuł od The CW nie ma takiego dusznego klimatu, choć nie wykluczone, że w kolejnych odcinkach się to nie zmieni.

Pisze to wszystko z perspektywy osoby, która w ogóle nie zna komiksowego pierwowzoru (prócz gościnnych występów w animacjach od DC Comics), więc nie wyłapałem nawiązań bądź eastereggów (aczkolwiek widok bohatera w komiksowym kostiumie mnie lekko rozbawił), ale jakoś mi to nie przeszkadza.

sobota, 20 stycznia 2018

Poznajcie Kato, czyli nibyrecenzja Hotel Beau Séjour

Poznajcie Kato. 
Kato jest 19-letnią dziewczyną. 
Lubi jeździć na motorze.
Kato właśnie zerwała z chłopakiem.
Obudziła się w hotelu i znalazła w łazience swoje zwłoki.
Kato nie żyje. I chce znaleźć swojego mordercę.

Nieczęsto sięgam po europejskie seriale, a właściwie bardzo rzadko. Nie dlatego, że są złe lub gorsze. Nie dlatego, że są inne niż te amerykańskie (choć trzeba przyznać, że są). Ale dlatego, że każdy ma pewną swoją strefę komfortu i trudno jest mu się poruszać poza nią. A sięgając po europejski serial trzeba się przygotować na to że wchodzimy na nieznane rejony. Ale po obejrzeniu zapowiedzi belgijskiego Beau Séjour wiedziałem, że muszę go obejrzeć, bo krótki trailer mnie zaintrygował. Czy warto było czekać?
Warto.


Kato poznajemy w momencie kiedy budzi się w ciemnym pokoju hotelowym i wchodząc do łazienki w wannie znajduje swoje zwłoki. Sam początek jest dobrym punktem wyjścia dla całej intrygi. Tym bardziej, że dziewczyna nie pamięta jak się tam znalazła, ani kto ją zabił. Po początkowym szoku postanawia znaleźć swojego mordercę.
Od razu warto zaznaczyć, że nie jest to serial fantasy, paranormal czy choćby horror. Jest to kryminał z jednym nadnaturalnym wątkiem, który okazał się ciekawą furtką fabularną. Pozwala nieco urozmaicić sposób prowadzenia śledztwa, ale żeby nie było tak łatwo Kato jako duch zachowuje się jakby żyła. Śpi, jeździ na swoim motocyklu, je czy... uprawia seks. Jest to dość specyficzne rozwiązanie i to podejście twórców może budzić konsternację, ale mi to nie przeszkadzało i szybko się do tego przyzwyczaiłem. 

Oprócz znalezienia swojego mordercy główna bohaterka stara się również rozwikłać tajemnicę, dlaczego kilka osób z jej otoczenia może ją widzieć i słyszeć. Co jest tego przyczyną? I czemu właśnie z tymi, a nie innymi postaciami Kato może wchodzić w interakcję? To już trzeba zinterpretować samodzielnie.

środa, 27 września 2017

Wyprawy w nieżycie - The OA sezon 1. nibyrecenzja

Po siedmiu latach nieobecności Prairie Johnson wraca do domu. Kobieta, która do tej pory była uznana za zaginioną. Ujrzała swoich rodziców... po raz pierwszy w życiu, ponieważ kobieta była niewidoma. Rodzice chcą pomóc córce w powrocie do normalności, utrudnia im to tabun dziennikarzy, którzy nie potrafią uszanować prywatności Prairie. Ale jak im się dziwić skoro w cudowny sposób dziewczyna odzyskała wzrok. Jak to się stało? Gdzie się podziewała przez te wszystkie lata? Na te pytania dostaniemy odpowiedzi podczas seansu pierwszego sezonu The OA, o ile pozwolimy dziewczynie opowiedzieć swoją historię.

Tak w skrócie rozpoczyna się produkcja za której sterami stoi duet przyjaciół i współpracowników 
Zal Batmanglij, który odpowiedzialny jest za reżyserię i scenariusz wspólnie z Brit Marlning, która zagrała również główną rolę. Oboje są również producentami serialu. Na swoim koncie mają takie filmy jak The EastAnother Earth czy I Origins. Wszystkie wymienione ocierają się o kino artystyczne w większym lub mniejszym stopniu i ktoś kto zna te produkcje wie mniej więcej czego się podziewać.

Serial Netflixa trzeba od razu przyznać jest serialem specyficznym i niektórych od razu ta specyfika odrzuci... a innych zauroczy. Na pewno nikogo nie pozostawia obojętnym. Ośmioodcinkowa opowieść prowadzona jest dwutorowo. Oglądamy to co dzieje się z Prairie Johnson i jej otoczeniem po jej odnalezieniu oraz to co działo się z nią od momentu zniknięcia do momentu jej odnalezienia. Druga linia czasowa to opowieść dziewczyny, która własnymi słowami przedstawia swoją historię począwszy od swojego dzieciństwa w Rosji, poprzez utratę wzroku do jego odzyskania. Obie linie fabularne splatają się w ostatnich odcinkach tworząc specyficzną mozaikę.

Dziewczyna powracając do życia w społeczeństwie spotyka na swojej drodze piątkę wyjątkowych osób, których spotkanie z nią zaintrygowało ich na tyle by wysłuchać jej historii. A jest to historia o tym jak umarła i jak powróciła do życia. O tym co widziała po drugiej stronie i o tym jak tam wrócić. O tym jak poznała wyjątkowych ludzi, którzy również tak jak ona doświadczyli śmierci klinicznej i jak powrócili na ten świat. Historia o obsesji, która w imię nauki usprawiedliwia porzucenie swojego człowieczeństwa.

Uwaga na możliwe spoilery!

poniedziałek, 4 września 2017

Nie tak miało być, czyli Nibyrecenzja The Defenders


Matt Murdok za dnia niewidomy prawnik, po zmroku Diabeł z Hell's Kitchen walczący z niesprawiedliwością.

Jessica Jones prywatny detektyw z mroczną przeszłością. Opryskliwa, chamska i zazwyczaj pijana, ale skuteczna.
Luke Cage przyjacielski wielkolud, który dla Harlemu chce jak najlepiej i by to osiągnąć nic nie stanie mu na drodze, a dzięki niezniszczalnej skórze prze do przodu niczym taran.
Danny Rand spadkobierca wielomilionowej firmy, który przeżył katastrofę samolotu, w której zginęli jego rodzice. Trafił pod opiekę mnichów z Kun Lun i dzięki treningowi stał się Iron Fistem. Nieśmiertelnym wojownikiem, o czym opowiada przy każdej nadarzającej się okazji, każdemu kto tylko chce słuchać.  

Wszystkich bohaterów poznaliśmy wcześniej w ich solowych serialach. Jedne lepsze inne gorsze, ale nie schodzące poniżej pewnego poziomu. Zatem czy produkcja, która rozpalała wyobraźnię fanów już od daty ogłoszenia jej powstania. Która przedstawia nam drużynę bohaterów znaną z kart komiksów Marvela. Która dla seriali Netflixa miała być tym, czym było The Avengers było dla MCU. Czy The Defenders spełniło oczekiwania? Czy jest to dobry serial?


Oceniam. Ze spoilerami!



niedziela, 6 sierpnia 2017

It’s Morphin Time! - Power Rangers (2017) Nibyrecenzja

Odświeżanie franczyz i coraz częstsze rebooty to praktyka, która dotarła do Hollywood już jakiś czas temu. Do tej pory jednak obyło się bez większego sukcesu. Kiedy więc pojawiła się informacja o planowym odświeżeniu marki Power Rangers, fani podzielili się na dwa obozy. Na tych którzy entuzjastycznie podchodzili do pomysłu, ponieważ nostalgia do dawnych lat powodowała chęć ponownego obcowania z bohaterami z lat dzieciństwa. Po przeciwnej stronie ci, którzy nie wierzyli, że to się może udać, że film robiony jest tylko dla pieniędzy. Nie widzieli powodu by wracać do - bądź co bądź - dość infantylnego świata pełnego kiczowatych potworów i nastolatków, którzy niezliczoną ilość razy ratują świat (czy galaktykę) przez zniszczeniem.

Czy twórcom udało się spełnić oczekiwania fanów? Czy reboot Power Rangers był w ogóle potrzebny?



Oceniam ze spoilerami.

sobota, 9 lipca 2016

Rzuć okiem #23 - Dollhouse

Rzuć okiem to cykl, w którym będę przedstawiał mniej popularne seriale i prezentował je szerszej publiczności, a może ktoś po przeczytaniu się skusi i obejrzy.
Jest to mój subiektywny wybór, a kryterium jakim się kierowałem to satysfakcja z obejrzenia danego tytułu, więc nie będzie tutaj tylko i wyłącznie wybitnych i ambitnych produkcji, ale i również obrazy czysto rozrywkowe. Jeżeli ten opis Ci odpowiada to zapraszam do zapoznania się z bohaterem tego odcinka...


Dollhouse

Jeśli tylko dysponujesz sporą gotówką to pamiętaj - wszystko można kupić! Również specjalnie stworzonych Ludzi-lalki do których firma wgra odpowiedni program, wedle życzenia. Zrobią wtedy wszystko - mogą być Twoim ochroniarzem, zabójca na Twoje zlecenie czy też spełnieniem wyrafinowanych marzeń seksualnych. Po zakończeniu misji ich pamięć jest kasowana i wgrywany jest kolejny program... Jednak pewnego dnia, główna bohaterka - Echo - odzyskuje swoje wspomnienia...


Serial już trochę zapomniany, bo jakby nie było premierę miał w roku 2009, a swoją emisję zakończył w roku 2010 i dzisiaj pamiętają go tylko wielbiciele urody Elizy Dushku i twórczości Jossa Whedona ojca takich produkcji jak "Buffy" czy kultowego już "Firefly".
Niestety "Dollhouse" nie powtórzył sukcesu swoich poprzedników i podzielił los serialu o załodze statku kosmicznego klasy Serenity, który FOX skasował po pierwszym sezonie. "Dollhouse" doczekał się dwóch sezonów i na szczęście tworzy zamkniętą całość, więc udało się uniknąć zakończenia serialu cliffhangerem, gdzie inne produkcje nie miały takiego szczęścia.
W czasie kiedy serial był emitowany obejrzałem pierwszy sezon, który może nie był zachwycający, ale był całkiem dobry. Teraz po latach postanowiłem wrócić do serialu i obejrzeć całość. Zastanawiałem się czy serial się nie zestarzał i czy wytrzyma próbę czasu.

niedziela, 26 czerwca 2016

Pożegnanie Team Machine - Person of Interest sezon 5. nibyrecenzja

W tym roku stacja CBS postanowiła zakończyć swoje najlepsze seriale. I tak po finałowym sezonie "The Good Wife" dostaliśmy ostatnią odsłonę "Person of Interest".
Serial który może nie był wyróżniany i nagradzany nagrodami, ale na pewno odcisnął swoje piętno w telewizji. Produkcja nie od razu ujawniała swój potencjał, ale kiedy tylko to zrobiła, znalazło się kilku naśladowców, którzy chcieli skopiować formułę i powtórzyć ten sukces. Niektórym się udało, a niektórym nie.
Za "Person of Interest" odpowiada Jonathan Nolan, brat sławnego Christophera Nolana. I to on jest uznawany za ojca sukcesu tej produkcji. Więcej o serialu pisałem TUTAJ.

Kiedy pojawiła się informacja, że piąty sezon będzie ostatnim pojawiły się mieszane uczucia. Z jednej strony szkoda, że jeden z lepszych seriali się kończy, ale z drugiej strony lepiej skończyć na własnych warunkach i na poziomie. Ileż to seriali było przeciąganych na siłę przez co jakość danej produkcji z sezonu na sezon spadała. Co prawda w czwartym sezonie "Person of Interest" zaliczył kilka gorszych odcinków (jak na poziom serialu) co odbiło się na ogólnej ocenie całego sezonu i każdy oczekiwał, że finałowa odsłona będzie dużo lepsza. 
Czy twórcy stanęli na wysokości zadania? Czy dali nam godny finał?

UWAGA NA SPOILERY!

czwartek, 9 czerwca 2016

Captain America: Civil War - nibyrecenzja


Ulubieni bohaterowie Marvela po raz kolejny spotykają się na wielkim ekranie. Choć nie dla wszystkich będzie to przyjemne spotkanie.
Bracia Russo drugą częścią przygód Steva Rogersa zyskali sobie uznanie nie tylko wśród fanów filmowych superbohaterów, również u włodarzy studia. To dzięki temu ponownie siadają za sterami kolejnego filmu z Kapitanem w roli głównej.

Obraz jeszcze przed premierą już wzbudzał duże emocje, nie tylko przez kolejne nowinki castingowe, ale zwłaszcza po ujawnieniu podtytułu trzeciej części. Civil War to duże wydarzenie w komiksowym świecie Marvela, które na zawsze zmieniło obraz tamtego uniwersum. Oczywiście było wiadome, że w kinie twórcy nie mogą sobie pozwolić na konflikt na taką skalę. Po pierwsze nie mają praw do wszystkich postaci, po drugie trzeba było by ze trzech filmów by godnie opowiedzieć komiksową Wojnę Domową. 
Ale bracia Russo mieli plan jak przedstawić to w kinie. Nie jestem pewien czy do końca go wypełnili, ale jest bardzo dobrze... choć zapewne mogło być lepiej.

Po pierwsze film żartobliwie nazywany był Avengers 2,5, bo oprócz Thora i Hulka mamy w nim wszystkich Avengersów i kilka nowych postaci. Przy takiej ich ilości może zastanawiać czy to w ogóle jeszcze o Kapitanie. I tych, którzy się tego obawiali śpieszę uspokoić. To jak najbardziej historia o Rogersie. 
I choć na ekranie przewija się mnóstwo postaci to każdy ma swoje pięć minut, każdy może zabłysnąć i odegrać swoją rolę w prezentowanej historii.
A ta skupia się na tytułowej wojnie, choć jest to określenie na wyrost. Bardziej pasowało by konflikt czy też rozłam. Jego zarzewie przedstawione w filmie jest tak naprawdę kroplą, która przelała czarę. Dość dużą kroplą co prawda, ale jak mogliśmy zobaczyć w poprzednich filmach tarcia w drużynie zdarzały się już wcześniej, a czasami dochodziło do rękoczynów. Nikogo zatem nie dziwi, że Civil War jest kulminacją tego konfliktu. 
Różnica zdań dotyczy nadzoru nad drużyną superbohaterów, co pokrywa się w pewnym stopniu z tym co mogliśmy przeczytać w komiksach. Tam bowiem też zginęli cywile, a przyczyną tego byli osobnicy dysponujący supermocami. Jednak w komiksie każdy kto posiadał nadludzkie zdolności musiał się ujawnić i zarejestrować, co zapewne było również inspiracją twórców Heroes Reborn.
W filmie ONZ ma nadzorować działania Avengersów pozbawiając ich samodzielności. Ukrócenie samowolki forsuje Tony Stark, ale Steve Rogers nie chce być uwiązany na smyczy Narodów Zjednoczonych. Co warto podkreślić obaj mają silne argumenty i obaj bronią swoich racji. W filmie nie mamy powiedziane jednoznacznie kto ma rację i które rozwiązanie jest dobre. Dzięki czemu każdy może wyrobić sobie własne zdanie.

Głównym złym w trzecim obrazie o Kapitanie Ameryce jest Zemo... nie baron jak w komiksach, ale Helmut Zemo. Były wojskowy z Sokovii. Nie można odmówić scenarzystom, że starali się nadać głębię tej postaci i można mu współczuć. To jest postać dość prostolinijna i pozbawiona dylematów moralnych, więc nie do końca się to scenarzystom udało. Ale na plus można policzyć to, że motywacje ma jasne i dąży do realizacji swojego planu bez względu na koszty, choćby po trupach. A tych jest dużo. Ta bezwzględność trochę kontrastuje z obrazem zmęczonego człowieka, który stracił wszystko i właściwie budzi żal, co załamuje obraz jaki kreowano przez resztę filmu. Z jednej strony można to postrzegać jako niekonsekwencję w prowadzeniu postaci, a z drugiej strony jego uczłowieczenie i ukazanie, że postać ta jednak nie jest bezmyślnym psychopatą, który uwziął się na Avengersów. 
Koniec końców cel swój osiągnął. Połowicznie co prawda, bo bohaterowie nie pozabijali się nawzajem, ale jednak Avengersi się rozpadli. Można go nie lubić i nie zgadzać się z jego poglądami, ale jego czyny są uzasadnione i ogólnie choć odarto tą postać z komiksowej otoczki, to w ostatecznym rozrachunku wypada lepiej niż większość łotrów przedstawionych w MCU. Co trzeba przyznać jest pietą achillesową większości produkcji Marvela.

sobota, 4 czerwca 2016

Nibyrecenzja: The Catch (sezon 1)


Alice Vaughan prywaty detektyw i specjalistka od wykrywania oszustw jest współwłaścicielką firmy, która ściga tajemniczego Pana X, który okrada własność intelektualną jej klientów. Kiedy wydaje jej się że już go ma ten znowu jej się wymyka. W życiu prywatnym Alice jest szczęśliwa z narzeczonym Benjaminem, z którym ma się niedługo pobrać. Pewnego dnia jej narzeczony znika, a Pan X przejmuje wszystkie konta jej firmy. Alice ostatecznie dochodzi do wniosku, że Pan X to jej narzeczony, który ją oszukał i ukradł jej wszystkie oszczędności. Kobieta postanawia za wszelką cenę złapać oszusta.

Skończyłem właśnie pierwszy sezon nowej produkcji ABC. Plus jest taki, że gdyby serial został anulowany, ma w miarę zamknięte zakończenie co dla wielu jest zaletą.
Od razu warto też dodać, że w ostatnich trzech odcinkach jest dwa razy więcej twistów, niż w pozostałych siedmiu razem wziętych. Jakby scenarzyści mieli na akord płacone za każdy zwrot akcji na odcinek :)

Serial zły nie jest. 
Zawsze coś się dzieje, a w końcówce sezonu szczególnie jak już napisałem wyżej, co chwila widz jest zaskakiwany czymś innym. Z jednej strony produkcja nie nudzi, ale z drugiej strony niektóre twisty jakby były na siłę wrzucone i umotywowane tylko pretekstowo. Dodatkowo przy takim ich nasileniu tracą znacząco na sile i widz się przyzwyczaja, że zaraz znowu "z czymś wyskoczą"...
Z wszystkich postaci tylko dwójka głównych bohaterów pozytywnie się wyróżnia, choć i tak już pod koniec popadają w schematy, z których ciężko im się wyłamać, a przez co stają się nieciekawi i przewidywalni. Co na tle pozostałych postaci i tak wypada nadzwyczaj dobrze, bo pozostali bohaterowie potrafią niesamowicie irytować. Nie cały czas oczywiście, ale są pewne momenty kiedy chciało by się, żeby dana postać zginęła.

sobota, 12 grudnia 2015

Marvel's Jessica Jones - nibyrecenzja

Jestem na świeżo po finale. Deredevil wysoko ustawił poprzeczkę, ale Jessica Jones nawet nie próbowała jej przeskoczyć, bo to dwa różne seriale. Mimo, że akcja osadzona jest w tym samym mieście, w tej samej dzielnicy nawet i mimo, że pojawiają się znane postaci to klimatycznie zupełnie od siebie odbiegają. Łączy je oderwanie od MCU, w sensie stylistyki i próba urealnienia wszystkiego. O ile filmy są bardziej fantastyczne i bajkowe to Jessica Jones opowiada o wydarzeniach i postaciach jakby rzeczywiście mogły istnieć.

Sama historia jest przedstawiana powoli, a akcja raczej nie rwie do przodu, nierzadko zbacza na niepotrzebne rejony przez co główny wątek traci na wartości. Niby jest to historia o zemście o poszukiwaniu w sobie człowieczeństwa i heroizmu, ale tak naprawdę to historia o wypaczonej próbie poszukiwania miłości i akceptacji. A przynajmniej tak to interpretuję. 
Starano się kłaść nacisk na klimat i wyszło połowicznie, bo niestety historia jest przeciągana. Ta gra w kotka i myszkę spokojnie zmieściła by się w dziesięciu odcinkach.

Nie ma tutaj superhero. Jest uwspółcześniona historia Chandlerowskiego kobiecego Marlowa - tylko Jessica jest ładniejsza (mimo nieoczywistej urody Krysten Ritter) - która posiada super siłę i mroczną przeszłość z szajbniętym kontrolującym umysły brytolem. Ich relacja została dobrze przedstawiona, ich motywacje są jasne i klarowne. Ale ich postępowanie nie zawsze jest konsekwentne.

sobota, 28 listopada 2015

The Expanse - wrażenia po pilocie


Dwieście lat w przyszłość, kiedy ludzkość skolonizowała już cały System Słoneczny, detektyw Miller urodzony w Pasie asteroid dostaje zadanie odnalezienia zaginionej dziewczyny Julie Mao.
James Holden były pierwszy oficer na fregacie wydobywającej lód, zostaje uwikłany w incydent, który pogarsza napięte stosunki między trzema frakcjami: Ziemi, Marsa i Pasa.
Wkrótce obaj się dowiadują, że zaginiona dziewczyna jest związana ze spiskiem na ogromną skalę.


Tak na gorąco po obejrzeniu pilota pierwsze co muszę napisać to - w końcu space opera z prawdziwego zdarzenia!
Co prawda akcja skacze ze stacji kosmicznej, na Ziemię, na pokład lodowej fregaty i jeszcze w parę innych miejsc, ale ogólnie jest kosmos. Są statki kosmiczne i jest kosmos! Co prawda Dark Matter i Killjoys to też space opery,ale nie na taką skalę jak The Expanse, bo widać,że nowy serial SyFy będzie miał dużo większy rozmach.

niedziela, 5 lipca 2015

Seriale komiksowe w ubiegłym sezonie - Podsumowanie cz.II



Z każdym rokiem produkcje komiksowe zyskują na popularności i ofensywa nowych tytułów nadal trwa. Nie tylko w kinie, ale również - a może przede wszystkim - w telewizji.
O Marvel ze swoimi licznymi tytułami dominuje w kinie to na małym ekranie DC Comics częściej gości ze swoimi bohaterami.

W sezonie 2014/2015 do emitowanych wcześniej Arrow oraz Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. dołączyli Constantine, Gotham, iZombie, Marvel's Agent Carter, Marvel's Daredevil oraz The Flash. A w nadchodzącym sezonie produkcji komiksowych będzie jeszcze więcej. Pojawią się między innymi Lucyfer,Supergirl (TUTAJ możecie przeczytać nibyrecenzję pilota, który wyciekł do sieci), Legends of Tomorrow (TUTAJ możecie obejrzeć trailer) oraz Titans od TNT, który ma przedstawić losy młodych bohaterów znanych z kart komiksów DC Comics jako Teen Titans. O tej produkcji jednak niewiele wiadomo. Ze stajni Marvela w drugiej połowie roku ma się pojawić Marvel's Jessica Jones od Netflixa.

Jadnak zanim nowe produkcje zagoszczą na antenie kilka słów podsumowania i wrażenia po obejrzeniu seriali emitowanych w tym sezonie. Nie piszę o The Walking Dead, bo nie jestem na bieżąco.
W drugiej części skupiam się na serialach Marvela. TUTAJ część pierwsza.
Nie chcę się zanadto rozpisywać, więc postaram się skupić na najważniejszych kwestiach, o których warto wspomnieć.

W tekście mogą pojawić się spoilery!

Seriale komiksowe w ubiegłym sezonie - Podsumowanie cz.I


Z każdym rokiem produkcje komiksowe zyskują na popularności i ofensywa nowych tytułów nadal trwa. Nie tylko w kinie, ale również - a może przede wszystkim - w telewizji.
O Marvel ze swoimi licznymi tytułami dominuje w kinie to na małym ekranie DC Comics częściej gości ze swoimi bohaterami.

W sezonie 2014/2015 do emitowanych wcześniej Arrow oraz Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. dołączyli Constantine, Gotham, iZombie, Marvel's Agent Carter, Marvel's Daredevil oraz The Flash. A w nadchodzącym sezonie produkcji komiksowych będzie jeszcze więcej. Pojawią się między innymi Lucyfer, Supergirl (TUTAJ możecie przeczytać nibyrecenzję pilota, który wyciekł do sieci), Legends of Tomorrow (TUTAJ możecie obejrzeć trailer) oraz Titans od TNT, który ma przedstawić losy młodych bohaterów znanych z kart komiksów DC Comics jako Teen Titans. O tej produkcji jednak niewiele wiadomo. Ze stajni Marvela w drugiej połowie roku ma się pojawić Marvel's Jessica Jones od Netflixa.

Jadnak zanim nowe produkcje zagoszczą na antenie kilka słów podsumowania i wrażenia po obejrzeniu seriali emitowanych w tym sezonie. Nie piszę o The Walking Dead, bo nie jestem na bieżąco.
W pierwszej części skupiam się na serialach DC Comics. TUTAJ część druga.
Nie chcę się zanadto rozpisywać, więc postaram się skupić na najważniejszych kwestiach, o których warto wspomnieć.


W tekście mogą pojawić się spoilery!

sobota, 27 czerwca 2015

Killjoys - pierwsze wrażenie

Niedawno zadebiutowała nowa produkcja sci-fi od stacji Space. Zapowiadało się na przygodowe, lekkie i rozrywkowe kino. A jak jest w praktyce? 
Ale od początku.

Serial skupia się na trójce interplanetarnych łowców nagród, którzy muszą sobie radzić we wszechświecie pełnym politycznych napięć, wątpliwej moralności i skomplikowanych relacji. Wydarzenia rozgrywają się w odległej galaktyce na planecie Qresh i jej trzech skolonizowanych księżycach.
Killjoys to licencjonowana grupa wyszkolonych łowców nagród, którzy oferują swoje usługi tym, których na to stać. Są profesjonalistami o wyrobionej reputacji, którą zawdzięczają swojej skuteczności. Obowiązuje ich jedna reguła - zlecenie ponad wszystko.

Trailer zapowiadał serial lekki i rozrywkowy i taki też on jest w rzeczywistości. 
Pilot przedstawia nam świat, rządzące nim zasady oraz bohaterów, których losy będziemy śledzić. Jest to serial czysto przygodowy bez wielkich ambicji. W duchu seriali z przełomu millenium w stylu Herkulesa czy Cleopatry 2525. Nie jest to do końca wada, ale zaletą też nie jest. Zależy od tego czy tęsknimy za takim klimatem czy też nie.

Sam pilot jest nierówny i jakby za dużo chciano do niego wrzucić. Według mnie bardziej należało skupić się na przedstawieniu bohaterów, a w mniejszym stopniu na kreacji świata, bo na to będzie jeszcze czas. Jeżeli nie polubi się bohaterów, to żadna przyjemność z oglądania. A na razie są nijacy i nie wzbudzają jakichkolwiek emocji, co na przyszłość dobrze nie wróży.
Aktorsko na razie jest marnie (przynajmniej na Hannah John-Kamen jest miło popatrzeć)
, ale może z czasem będzie lepiej. Aktorzy niby się starają, ale im to nie wychodzi albo jak w przypadku Ashmore'a popadają w zbytnią manierę, która właśnie przywodzi na myśl produkcje z końca lat 90-tych.

Sama historia jest przewidywalna i skonstruowana tak, aby jak najszybciej wprowadzić nas w świat serialu co niestety - jak w przypadku większości pilotów - sprowadza się do tego, że akcja skacze z miejsca na miejsce niczemu nie poświęcając większej uwagi. Nie jest ona oryginalna, ale ma pewien potencjał i jeżeli zostanie wykorzystany to braki w aktorstwie i średnie efekt specjalne zejdą na drugi plan.

Dam jeszcze szansę i zobaczę w jakim kierunku rozwinie się historia.


Więcej o serialu na seriale-asd.pl

niedziela, 7 czerwca 2015

Rzuć okiem #18 - Psycho-Pass

Rzuć okiem to cykl, w którym będę przedstawiał mniej popularne seriale i prezentował je szerszej publiczności, a może ktoś po przeczytaniu się skusi i obejrzy.
Jest to mój subiektywny wybór, a kryterium jakim się kierowałem to satysfakcja z obejrzenia danego tytułu, więc nie będzie tutaj tylko i wyłącznie wybitnych i ambitnych produkcji, ale i również obrazy czysto rozrywkowe. Jeżeli ten opis Ci odpowiada to zapraszam do zapoznania się z bohaterem tego odcinka...


Psycho-Pass

Futurystyczny świat, gdzie przestępcze intencje są analizowane przez system Sybil - szuczną inteligencję. Nowy rekrut z najlepszymi ocenami Akane Tsunemori, dołącza do policji. Dziewczyna zawsze stawia własne poczucie sprawiedliwości powyżej wyroku Sybilli, co nie zawsze podoba się jej przełożonemu. Policja jest wspierane przez Egzekutorów (utajonych przestępców, ludzi z wysokim zamiarem popełnienia przestępstwa), z których jeden jest byłym inspektorem, który popiera metody działania Akane.

System Sybil monitoruje całe społeczeństwo by zapobiec niezadowoleniu i przestępczości. Ludzkie samopoczucie jest nieustannie weryfikowane jeżeli ktoś wykazuje niestabilność emocjonalną lub wysoki poziom stresu mogący prowadzić do popełnienia przestępstwa jest wysyłany na terapię - jeżeli wskaźnik przestępczości nie jest zbyt wysoki i można go jeszcze obniżyć. Jeżeli jednak Sybil stwierdzi że dana jednostka nie podlega resocjalizacji to jest ona eliminowana.

Akane jako nowy rekrut w oddziale policji, który zajmuje się eliminacją zagrożeń ze strony utajonych przestępców jest pełna ideałów i zapału do pracy. Jednak rzeczywistość jest dużo bardziej ponura i brutalna niż kiedykolwiek mogła przypuszczać. W prawdziwym świecie nawet ofiara przestępstwa, z traumatycznymi przeżyciami musi zostać wyeliminowana jeżeli jej wskaźnik osiągnie zbyt wysoki pułap...
Społeczeństwo pozornie jest zadowolone, ucieka do wirtualnego świata, gdzie może odreagować stres i się zrelaksować, ale nawet i w świecie ułudy, nie można czuć się bezpiecznie.
To jest świat, gdzie każdy w ciągu krótkiej chwili może stać się przestępcą, a w następnej zostać wyeliminowany.

W oddziale Akane są Egzekutorzy, to jednostki na pozór normalne, ale to tylko pierwsze wrażenie, które szybko zostaje zweryfikowane już pierwszego dnia. Są to ludzie, którzy nie mają oporów pociągnąć za spust żeby zabić, nie mają problemów by komuś zadać ból. Ale nadal Akane widzi w nich ludzi, zagubionych, ale jednak ludzi.
Bohaterka na przestrzeni kilku pierwszych odcinków zmienia swój światopogląd po zweryfikowaniu go z rzeczywistością i coraz bardziej zaczyna wątpić w sens istnienia systemu Sybil.


środa, 3 czerwca 2015

Alias - Agentka o stu twarzach

Serial już nie nowy, ale jeszcze nie taki wiekowy. Niedawno sobie go odświeżyłem i jako, że jestem świeżo po finale postanowiłem podzielić się wrażeniami. Staram się unikać spoilerów

Dla przypomnienia krótki opis:
Sydney Bristow z pozoru wydaje się normalną studentką. Inteligentna, atrakcyjna dziewczyna, która jak się okazuje parę lat wstecz została zwerbowana do tajnej jednostki CIA o nazwie SD-6. Kiedy jej chłopak się jej oświadcza postanawia wyjawić mu czym naprawdę się zajmuje, co przynosi katastrofalne skutki, ponieważ szef SD-6 Arvin Sloane wydaje rozkaz zabicia narzeczonego Sydney, kiedy dowiedział się, że ta wyjawiła mu prawdę.
Zostaje uświadomiona, że SD-6 to tak naprawdę część przestępczej organizacji o nazwie Alliance of 12, która chce zdobyć władzę nad światem. 
Teraz dziewczyna jest podwójną agentką pracują dla prawdziwego CIA chce zniszczyć SD-6 i zemścić się za śmierć narzeczonego.

Trzeba przyznać na samym początku, że serial wybitny nie jest i miejscami bardzo upraszcza pewne kwestie, ale to może takie czasy w tedy były. Nasza twarda agentka, nie jest do końca taka twarda, bo średnio co drugi odcinek emocje biorą nad nią górę i nie raz i nie dwa płacze jak nie-agentka. Trochę mi się to kłóci z obrazem zimnego szpiega, zabójcy, który potrafi oszukać wyrafinowany wykrywacz kłamstw, a nie potrafi zapanować nad swoimi emocjami. Ale z czasem już się przyzwyczaiłem. Z drugiej strony to pokazuje, że jednak jest tylko kobietą przez co łatwiej ja polubić. No bo trzeba przyznać Sydney wzbudza sympatię.
Sama Jennifer Garner świetnie odnajduje się w tej roli. Choć był to dopiero początek jej wielkiej kariery to jej kreacja wyryła się w historii telewizji. Nie jest tak rozpoznawalna jak doktor House czy Walter White, ale każdy fan seriali na pewno ja kojarzy.

niedziela, 24 maja 2015

Supergirl - Nibyrecenzja przedpremierowa

Parę dni temu - jak poinformowało Variety - do sieci wyciekł pilot nowego serialu CBS opartego na komiksach wydawnictwa DC Comics. Mowa oczywiście  szumnie zapowiadanej Supergirl. Sprawa jest o tyle podejrzana, że do premiery pozostało jeszcze prawie pół roku, a kopia która wyciekała jest w bardzo dobrej jakości. Czy to rzeczywiście wyciek czy też stacja chce w ten sposób sprawdzić opinie na temat nadchodzącej produkcji w którą już sporo zainwestowano? Czy to było przypadkowe działanie trzeciej strony czy też działanie z premedytacja stacji to nie zmienia faktu, że możemy zapoznać się z pilotem serialu i sprawdzić co ma do zaoferowania kuzynka Supermana.



Nie jest to pierwsze ekranowe wcielenie dziewczyny z Kryptona. Nie jest to nawet drugie, dlatego przed Melissą Benoist o tyle trudne zadanie, że jeszcze wiele osób pamięta jak w Karę Zor-El wcielała się Laura Vandervoort grająca kuzynkę Supermana w Smallville i jeszcze przed ogłoszeniem castingów wielu chciał, żeby powróciła do roli. Stety albo niestety Laura ma teraz zobowiązania wobec Bitten i nie wystąpiła w serialu CBS.
Początkowo miałem obiekcje co do aktorki mającej wcielić się w Karę Zr-El. Szczerze mówiąc aktorka jest ładna i sympatyczna, ale to trochę za mało. Aktorka powinna być piękna, ale i w pewien sposób twarda tak jak własnie wyglądała Kara w serialu The CW.

Uwaga na spoilery!

wtorek, 19 maja 2015

Nibyrecenzja: Avengers Age of Ultron



Pierwsza część Avengers zdobyła wielkie uznanie fanów oraz okazała się wielkim sukcesem kasowym, który przekroczył wszelkie oczekiwania. Oczywistym było, że powstanie sequel, a ojciec sukcesu pierwszej części Joss Whedon został mianowany głównodowodzącym nad całym filmowym uniwersum, gdzie miał sprawować pieczę nad całością, szumnie nazwaną, Drugą Fazą MCU oraz konsultować wszelkie kwestie spójności filmów oraz seriali. Trzeba przyznać, że stanął przed nie lada zadaniem. Ponad to miał odpowiadać również za część drugą przygód Avengersów, a to zadanie jeszcze większe ponieważ nie tylko miał stworzyć godny sequel, ale również powtórzyć sukces kasowy. Czy mu się to udało?


Postaram się odpowiedzieć na to pytanie unikając spoilerów

Pierwsza część była opowieścią o tym jak bohaterowie, zupełnie różne indywidualności stały się drużyną. Choć nie było łatwo i mieliśmy tarcia między poszczególnymi postaciami to koniec końców musieli współpracować by ocalić świat (bo jakże by inaczej). W części drugiej jest tak samo, a jednak inaczej.

sobota, 9 maja 2015

Powrót do Wentworth po raz trzeci - pierwsze wrażenie

Na antenę powrócił australijski hit opowiadający losy więźniarek zakładu karnego Wentworth. O serialu już pisałem tutaj, więc nie będę się powtarzał. Przejdę od razu do meritum, czyli pierwsze wrażenie po pierwszych czterech odcinkach trzeciego sezonu.

Na samym początku napisze, ze serial miał świetny start. Jeżeli pamiętamy jak zakończył się drugi sezon, teraz mamy konsekwencje tego co zrobiła Bae. Mamy przedstawienie nowej rzeczywistości jaka teraz panuje w więzieniu. Oczywiście to co dobre się nie zmieniło, czyli dalej mamy intrygi i walkę o wpływy. W tle wątki obyczajowe oraz nowe wątki,które zapewne ubarwią trzeci sezon. 
Wszystko oczywiście podane w dobrze dobranych proporcjach, więc nie czujemy, że za dużo się dzieje, czasami wręcz przeciwnie akcja zwalnia, ale jest to zabieg celowy mający budować napięcie i odpowiedni klimat.

Nastąpiła rotacja w obsadzie pojawiło się kilka nowych postaci, kilka starych zniknęło... tylko pytanie czy na dobre? Poszczególne interakcje między postaciami są świetnie przedstawione, czuć niesamowite zgranie obsady oraz tą rzadko spotykaną chemię, która wpływa na wiarygodny odbiór. Zresztą gra aktorska zawsze stała w tym serialu na wysokim poziomie, a pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że w trzecim sezonie jest jeszcze lepiej.
Dzieje się dużo, ale nie czujemy przesytu. Scenarzyści przedstawiają przemyślaną historię, a przynajmniej na ile można stwierdzić po czterech odcinkach. Napięcie w poszczególnych odcinkach jest dawkowane tak, że ani przez moment się nie nudzimy. Odcinki co prawda nie zawsze kończą się cliffhangerem, ale i tak z niecierpliwością się czeka na kolejny.

Z czystym sumieniem polecam.


Więcej o serialu:

niedziela, 8 marca 2015

Nibyrecenzja: Wody głębokie jak niebo

Jakiś już czas temu miałem przyjemność przeczytać Wody głębokie jak niebo, zbiorek opowiadań Anny Brzezińskiej jednej najjaśniej świecących gwiazd polskiej fantastyki. Tym razem autorka snuje przed nami opowieści dużo subtelniejsze niż wcześniej. W zbiorku znajdziemy siedem opowiadań. Każde nich (z wyjątkiem pierwszego i ostatniego) przedstawia dzieje rodu, który stał się legendą i zarazem jest przeklinany przez innych.

Autorka stworzyła całkiem nowe uniwersum, w którym demony wędrują po niebie, a magowie splatają je z materią, aby stworzyć rzeczy piękne i niepowtarzalne. W tym świecie magia jest prawie wszędzie. W sprzętach codziennego użytku, a także w rzeczach nigdy nie przemijających. W świecie gdzie najcenniejszymi zdobyczami są atlasy nieba, z zapisanymi w nich ścieżkami demonów (dzięki którym można je przywołać i spętać, by wykonały wolę maga).

Śledzimy losy bohaterów kolejnych siedmiu opowiadań. Widzimy w nich momenty przełomowe, które zostały zapisane na kartach historii Półwyspu wielkimi literami. Obserwujemy chwile chwały wielkich magów oraz momenty ich upadku. Wraz z bohaterami stajemy przed trudnymi wyborami, by innym razem zostać tego wyboru pozbawieni. Losy ludzi nierozerwalnie wiążą się z losami demonów, które schwytane chcąc czy nie chcąc muszą wykonać rozkaz maga.

Uniwersum stworzone przez Annę Brzezińską ma swój wyjątkowy nastrój, jest także inne od często spotykanych światów fantasy, gdzie rządzą ogień, miecz i mord. W tym świecie też spotkamy się z okrucieństwami, ale tutaj częściej ranią duszę niż ciało. Okrutne intrygi knute przez rywalizujących magów są tu na porządku dziennym.

Autorka gra na naszych uczuciach ukazując postawy niemoralne, chce dotrzeć do czytelnika, poruszyć go i zmusić do refleksji. Czytelnik musi zrozumieć bohaterów, bez tego nie może się zdeklarować czy popiera jego postępowanie czy nie, co często wpływa na to jak odbieramy daną opowieść. Anna Brzezińska snuje swoje opowieści nieśpieszną narracją dbając o plastyczność przekazu. Nie uświadczy tu czytelnik dynamicznych scen walki. Wszystko tu płynie swoim tempem powolnym, ale nie nużącym. Dla jednych może to być minusem, ale dla mnie nie. Czasem dobrze jest oderwać się od rzeczywistości by zanurzyć się w świecie gdzie wszystko płynie powoli, ale niestrudzenie – nie gubimy się i mamy cały czas jasny obraz – by w końcu dotrzeć do finału.

Zbiór Anny Brzezińskiej jest jedną z lepszych pozycji, które ostatnio przeczytałem (a czytałem niemało, raczej tych lepszych tytułów) i na długo zapadnie mi w pamięci. Będę z niecierpliwością czekał na kolejne opowieści z nowego uniwersum Anny Brzezińskiej.

Recenzja napisana już jakiś czas temu, parę lat przeleżała na dysku, ale mam nadzieję, że nie straciła na aktualności.