Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja tfurczość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja tfurczość. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 sierpnia 2014

Opowiadanie: Jaki ojciec taki syn

Opowiadanie to duża przesada w odniesieniu do tego tekstu, najodpowiedniejszym terminem wydaje mi się short. Do pisania aż tak krótkich form zainspirował mnie Gaiman w jednym ze zbiorów opowiadań zamieścił właśnie shorta, do 100 słów, którego to napisał na konkurs już nie pamiętam jaki, nieważne, ale najlepsze jest to że w tedy w końcu zabrałem się za pisanie po nie wiem jak długiej przerwie.

Jaki ojciec taki syn

Eryk zawsze chciał być taki jak ojciec.
Od małego towarzyszył mu w obowiązkach. Kiedy tata musiał iść do pracy Eryk był przy jego boku.
Kiedy ojciec stał na podeście, mały patrzył jak zgromadzeni ludzie wpatrywali się z dziką fascynacją w tego potężnego mężczyznę.
Ale potem ojciec zachorował i zmarł, Eryk zastąpił go.
I przyszedł ten dzień wyczekiwany od dawna, do którego tak ciężko się przygotowywał.
Stanął na podeście i patrzył na zgromadzony tłum. To był najszczęśliwszy dzień w jego życiu.
Zważył topór w rękach, spojrzał na skazańca i zamachnął się wytrenowanym ruchem.


Wszelkie komentarze i uwagi mile widziane.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Opowiadanie: Jeszcze niezatyułowane

Prezentowałem już wcześniej swoją twórczość, ale były to krótkie formy. Teraz chciałbym zaprezentować coś dłuższego. W zamyśle miało być to dłuższe opowiadanie,ale od jakiegoś czasu czeka na dysku na lepsze czasy i na ciąg dalszy historii. Tak, nie jest ukończone, a właściwie to dopiero początek. Może uwagi i komentarze zmotywują mnie do dalszego pisania :)
Zapraszam zatem do lektury.


W zaszły wtorek umarłem po raz czwarty.
Umarłem od kuli…Nie chciałem umierać, ale nikt mnie o zdanie nie pytał.
W poprzednich przypadkach była to już moja własna decyzja. To znaczy – dokładniej – decyzje: przedawkowanie leków nasennych, później porażenie prądem, ostatnio utonięcie… parszywa śmierć. Nie wiem dlaczego jest aż tak wielu samobójców rzucających się z mostów, przecież łatwiej strzelić sobie w łeb.
Życie mam nie do pozazdroszczenia, choć nie całkiem z własnej winy. Nie miałem po co żyć, nie miałem nikogo dla kogo mógłbym. Ale pewnego popołudnia moje życie się zmieniło…
Przygotowywałem właśnie jakąś przekąskę w kuchni, gdy do mieszkania wtargnęli odziani na czarno osobnicy wyglądający na antyterrorystów czy inne jednostki specjalne, zobaczyłem jakiś dym, celowniki laserowe kreśliły w nim sieć światła. Stałem oszołomiony nie wiedząc co robić. Po kilku uderzeniach serca, które mało mi z piersi nie wyskoczyło, do kuchni wtargnęli dwaj osobnicy, przewrócili mnie. Dostałem czymś w głowę. Straciłem przytomność.
Było to jakieś siedem miesięcy temu, może więcej. 

Obudziłem się w białym pokoju bez okien i co dziwniejsze bez drzwi albo ich nie zauważyłem. Siedziałem na metalowym, nieprzyjemnie zimnym krześle ze skrępowanymi nadgarstkami i nogami w kostkach, w samej bieliźnie… i skarpetkach. Mieli skurczybyki poczucie humoru, to trzeba im było przyznać.
Szarpnąłem lewą ręką, nie po to żeby się uwolnić – musieliby być idiotami jeżeli by mi na to pozwolili swoją niekompetencją – ale raczej po to żeby się rozgrzać choć trochę, zimno przenikało do szpiku. Dostałem dreszczy. Musieli mieć niezły ubaw obserwując mnie szamoczącego się, ale nie obchodziło mnie to. Nie miałem także wątpliwości, że w pokoju jest ukryta kamera.
Rozejrzałem się dokładniej, ale nic nie wypatrzyłem, przynajmniej nic wartego uwagi. Wyglądało to jak izolatka w psychiatryku, tylko bez poduszek na ścianach i podłodze. Siedziałem tak chyba kilkanaście minut, wodząc wzrokiem z prawa na lewo bez żadnego celu. Usłyszałem jakiś hałas za sobą, dźwięk przypominający otwieranie lodówki, takiej z mocnymi magnesami.
Ktoś wszedł do pokoju, w milczeniu. Nie wiem ile tak za mną stał, wydawało mi się, że dobre dziesięć minut.
- Hej – Odezwałem się w końcu. – Pokaż się i mów kim jesteś, skurczybyku. Czego ode mnie chcecie?
Cisza. Ktokolwiek za mną stał postanowił się trochę poznęcać psychicznie.
- Gdzie jestem? Co to za miejsce? I kim wy, do chuja, jesteście?

środa, 6 sierpnia 2014

Opowiadanie: Przyszła po niego Śmierć…

Opowiadanie to duża przesada w odniesieniu do tego tekstu, najodpowiedniejszym terminem wydaje mi się short. Do pisania aż tak krótkich form zainspirował mnie Gaiman w jednym ze zbiorów opowiadań zamieścił właśnie shorta, do 100 słów, którego to napisał na konkurs już nie pamiętam jaki, nieważne, ale najlepsze jest to że w tedy w końcu zabrałem się za pisanie po nie wiem jak długiej przerwie.

Przyszła po niego Śmierć…

… Była piękna. Dla ludzkiego oka wyglądała na dwudziestokilkuletnią dziewczyną o ślicznych, dużych oczach, ciemnych, długich włosach i małym lekko zadartym nosku.
Wydawało mu się, że jest smutna. Bardzo smutna i zmęczona. Było mu jej żal choć przyszła po jego życie.
Zaproponował, że się zamieni, odda jej życie, aby mogła być człowiekiem. Spojrzała na niego zaskoczona, a po chwili uśmiechnęła się.
Żyła jak człowiek. Znalazła mężczyznę, którego pokochała i wyszła za niego. Była szczęśliwa.
Po kilku latach znowu spotkała mężczyznę, po którego niegdyś przyszła, było to w szpitalu, przy łóżku jej małej córeczki.

wtorek, 29 lipca 2014

Opowiadanie: Spowiedź nieśmiertelnego

Opowiadanie to duża przesada w odniesieniu do tego tekstu, najodpowiedniejszym terminem wydaje mi się short. Do pisania aż tak krótkich form zainspirował mnie Gaiman w jednym ze zbiorów opowiadań zamieścił właśnie shorta, do 100 słów, którego to napisał na konkurs już nie pamiętam jaki, nieważne, ale najlepsze jest to że w tedy w końcu zabrałem się za pisanie po nie wiem jak długiej przerwie.
Jak zawsze komentarze mile widziane.


Spowiedź nieśmiertelnego

Znasz opowieści o chłopcu, który chciał dosięgnąć słońca? Prawie każdy ją słyszał, Ty pewnie też.
Ta opowieść jest bardzo stara. Starsza nawet niż Twoi dziadkowie i dziadkowie Twoich dziadków, gdyby oczywiście żyli.
A ja zostałem ukarany za jego pychę. Ukarany przez bogów przekleństwem nieśmiertelności.
Jedyną jego zbrodnią było chłopięce marzenie, nie wyśniony sen o wolności, który był na wyciągnięcie ręki.
Nie posłuchał moich słów przestrogi i spadł w błękitny odmęt morza, a ja do końca mej egzystencji będę błąkał się po świecie i opłakiwał jego stratę.
Tym chłopcem był mój syn. Ikar.